Tata idzie do fryzjera.
M-ka: A jak nie będzie mi się podobało? A jak będziesz wyglądał staro?

30 grudnia 2015
29 grudnia 2015
28 grudnia 2015
16 grudnia 2015
Kiedyś babcia zrobiła M-ce na drutach bransoletkę. Pewnego dnia M-ka zgubiła ją będąc w szkole i była z tego powodu bardzo smutna. Po południu, w tym samym dniu, w którym M-ka zgubiła bransoletkę, ktoś zadzwonił do drzwi. To była przyjaciółka M-ki, L. Okazało się, ze L znalazła bransoletkę i odniosła ją M-ce. Gdy koleżanka poszła, widzę, że M-ce napływają łzy do oczu.
Katie: Co się stało, kochanie?
M-ka: Nic. Po prostu się wzruszyłam.
Katie: Co się stało, kochanie?
M-ka: Nic. Po prostu się wzruszyłam.
7 grudnia 2015
M-ka: Wiesz co, chyba znowu się ktoś we mnie zakochał.
Katie: Kto?
M-ka: Taki chłopiec ze świetlicy.
Katie: A jak ma na imię?
M-ka: Nie wiem, ja go nigdy nie widziałam.
Katie: No to skąd wiesz, że się w Tobie zakochał?
M-ka: No bo mi powiedział. - po chwili ciszy - Ale A. już się we mnie chyba odkochał.
Katie: A dlaczego tak myślisz?
M-ka: Bo już mnie nie goni...
Katie: Kto?
M-ka: Taki chłopiec ze świetlicy.
Katie: A jak ma na imię?
M-ka: Nie wiem, ja go nigdy nie widziałam.
Katie: No to skąd wiesz, że się w Tobie zakochał?
M-ka: No bo mi powiedział. - po chwili ciszy - Ale A. już się we mnie chyba odkochał.
Katie: A dlaczego tak myślisz?
M-ka: Bo już mnie nie goni...
6 grudnia 2015
Wiadomo, że M-ka nie mogła się doczekać tego, aż przyjdzie Mikołaj. Wiadomo, że postanowiła sobie na niego poczekać. Wiadomo, że w międzyczasie zasnęła. Ale gdy jeszcze czuwała, a ja zaglądałam do ciemnego pokoju, podnosiła głowę i pytała:
- Mamo. przyszedł już Mikołaj?
Lub:
- Mikołaju, to Ty?!
Rano przebudziła się, gdy było jeszcze ciemno. Cichutko poszła do łazienki nie zapalając światła. A potem wskoczyła do łóżka i powiedziała:
- Mamo, mamo, wiesz co? Przyszedł Mikołaj! Wypił mleko, zjadł ciasteczka i jak nimi nakruszył! Zabrał też list, ale nie wiem, gdzie są prezenty, bo szukałam ale nie znalazłam, bo było ciemno. To ja jeszcze trochę pośpię i potem poszukam. - po jakiś 30 sekundach - Mamo, a za ile będzie już rano?
Po 20 minutach:
- Mamo, a za ile będzie już jasno?
Po 5 minutach zaczęło szarzeć i M-ka zobaczyła cień prezentu.
- Mamo, mamo! Ja już widzę prezent, zostawił mi prezent!
Katie (średnio kontaktując): To wspaniale, może otworzysz?
M-ka: Nie, nie, ja jeszcze poczekam. Otworzę, jak się obudzę.
Po 30 sekundach:
M-ka: No, to ja już wstaję.
A potem było zapowietrzenie się z zachwytu, pisk, i krzyczenie do Św. Mikołaja, że dziękuje i że w ogóle jest super.
- Mamo. przyszedł już Mikołaj?
Lub:
- Mikołaju, to Ty?!
Rano przebudziła się, gdy było jeszcze ciemno. Cichutko poszła do łazienki nie zapalając światła. A potem wskoczyła do łóżka i powiedziała:
- Mamo, mamo, wiesz co? Przyszedł Mikołaj! Wypił mleko, zjadł ciasteczka i jak nimi nakruszył! Zabrał też list, ale nie wiem, gdzie są prezenty, bo szukałam ale nie znalazłam, bo było ciemno. To ja jeszcze trochę pośpię i potem poszukam. - po jakiś 30 sekundach - Mamo, a za ile będzie już rano?
Po 20 minutach:
- Mamo, a za ile będzie już jasno?
Po 5 minutach zaczęło szarzeć i M-ka zobaczyła cień prezentu.
- Mamo, mamo! Ja już widzę prezent, zostawił mi prezent!
Katie (średnio kontaktując): To wspaniale, może otworzysz?
M-ka: Nie, nie, ja jeszcze poczekam. Otworzę, jak się obudzę.
Po 30 sekundach:
M-ka: No, to ja już wstaję.
A potem było zapowietrzenie się z zachwytu, pisk, i krzyczenie do Św. Mikołaja, że dziękuje i że w ogóle jest super.
5 grudnia 2015
W tym roku również bawiłyśmy się w naszą księżniczkową wersję Dinovember. Precyzując - co wieczór bawiłam się ja inscenizując różne wydarzenia, a M-ka rano odkrywała, cóż takiego zrobiły księżniczki: Kopciuszek, Królewna Śnieżka, Aurora, Arielka, Bella, Roszpunka, Dżasmina.
Niestety po trzech latach u Księżniczek coraz gorzej z kreatywnością, powoli zaczynają zjadać swój własny ogon, dlatego od przyszłego listopada do akcji wkroczą dinozaury, tak jak wersja pierwotna zakłada.
Ale nim odeślemy Księżniczki na ich miejsce w pudełku, zobaczmy, co zrobiły w tym roku.
1. Desant z pudełek: na sznurówkach i na spadochronie zrobionym z chusteczki.
M-ka (piszcząc, skacząc i krzycząc): Księżniczki coś wreszcie zrobiły!!
Po chwili: Przyznaj się, to ty!
Katie: Ale co ja?
M-ka: To ty im tak każesz.
2. Po całym roku spędzonym w pudełku, wiadomo: czas się umyć, popływać na żabie albo i gąbce.
M-ka: Co żeście zrobiły?? Nie, przyznaj się, to ty tak robisz, jak ja śpię.
Po raz drugi udało mi się uniknąć odpowiedzi, ale przed odebraniem M-ki ze szkoły, by nie zostawiać jakichkolwiek niedomówień, zainscenizowałam próbę wydostania się przez wywietrznik w drzwiach. Nie wszystkim się to udało, z powodu obszerności sukien balowych.
M-ka: No dobra, to nie ty. Próbowały się wydostać z łazienki. Ja im pomogę.
M-ka otwiera drzwi od łazienki: No... Jestem pod wrażeniem, nawet po sobie posprzątały.
A pomagając im wydostać się z wywietrzników, M-ka opowiadała, jak minął jej dzień.
3. Kolejnej nocy księżniczki urządziły sobie skate park. Kopciuszek i Śnieżka grały w tenisa. Roszpunka jeździła na jednokołowym rowerze, Arielka z Aurorą grały w kosza a Dżasmina z Bellą jeździły na deskorolce. Dżasmina jeździła nawet po rampie zrobionej z rolki od papieru toaletowego. Złość M-ki, była olbrzymia, bo ona te rolki zbiera...
M-ka: No pięknie! Muszę zbierać wszystko od początku!
Katie: Ale o co chodzi M-ko?
M-ka: One wszystkie idą do kąta kary! Bo Dżasmina mi to pocięła, albo któraś tam!
4. Księżniczki spędziły trochę czasu w kącie kary ale chyba nie na długo, bo rano okazało się, że całą noc układały klocki lego.
M-ka: Ojejku, jak się napracowały! To może już nie będą miały kary?
5. Księżniczki robią też pożyteczne rzeczy, na przykład wymieniają baterie w Furbym.
M-ka: Ale czemu nie wszystkie pomagały?
Okazało się, że jednak Furby psuje się sam siebie a nie z powodu zużytych baterii. Wymiana nic nie pomogła.
M-ka: No nie! Zepsuły mi! Albo włożyły złe baterie. Tato, musimy kupić nowe baterie!
6. I był taki dzień, kiedy M-ka nie mogła znaleźć księżniczek.
M-ka: Nic nie zrobiły? Gdzie one są?
Okazało się, że były przy lustrze, które całe wymazały sercami dla M-ki.
M-ka: Ojej, jakie one są kochane!
A potem zabrały kredki i moją kolorowankę, którą zaczęły kolorować.
M-ka: Zobacz mamo, jak one bardzo ładnie pokolorowały! Ja im pomogę i dokończę!
7. Przed kolejnym dniem w szkole, natemperowały wszystkie kredki (M-ka: O, i nawet tę czarwoną mi natemperowały, jej już bardzo mało jest(, później zrobiły do szkoły śniadanie (M-ka: Ciekawe, co dobrego mi spakowały) i zagrały w Monopol.
M-ka: Wiesz co, Dżasmina, chyba przegrała.
8. Potem dorwały się do moich książek:
M-ka: Ojej, mamo, chyba ci trochę bałaganu narobiły.
A z okazji dnia Pluszowego Misia urządziły wszystkim m-kowym misiom przyjęcie, na którym były kelnerkami.
Widząc to M-ka wydała z siebie okrzyk radości: Jejku, mamo! To jest najfajniejsza rzecz, jaką zrobiły! Proszę, proszę księżniczki róbcie coś cały czas!
A na sam koniec dorwały się do biżuterii i ozdób M-ki.
30 listopada 2015
28 listopada 2015
25 listopada 2015
17 listopada 2015
16 listopada 2015
15 listopada 2015
M-ka założyła pierścionek. Po jakimś czasie próbuje go ściągnąć, ale pierścionek nie chce schodzić.
M-ka (przestraszona): O nie!!! Pierścionek mi utknął! Nie mogę go zdjąć!!!
Katie: Pokaż, kochanie.
M-ka (spokojnie i na luzie): Uff... jak dobrze, że oglądałam "5 sposobów na..." tam był odcinek o tym, jak ściągać pierścionki. Masz nitkę?
M-ka (przestraszona): O nie!!! Pierścionek mi utknął! Nie mogę go zdjąć!!!
Katie: Pokaż, kochanie.
M-ka (spokojnie i na luzie): Uff... jak dobrze, że oglądałam "5 sposobów na..." tam był odcinek o tym, jak ściągać pierścionki. Masz nitkę?
14 listopada 2015
12 listopada 2015
11 listopada 2015
10 listopada 2015
8 listopada 2015
2 listopada 2015
M-ka dostała do szkoły kilka gum rozpuszczalnych.
M-ka: Wiesz tato, L. mi mówiła, że jak się je za dużo gum, to potem się taki osad robi na zębach. Czy mógłbyś mi nie dawać ich codziennie?
I tutaj tata zaczyna tłumaczyć, że to chodzi o cukier w gumie i że ogólnie resztki jedzenia na zębach szkodzą, dlatego trzeba je bardzo dokładnie szczotkować, aż tu nagle M-ka wchodzi w zdanie:
- No dobrze, tato, ale ja Cię po prostu proszę, abyś dawał mi je rzadziej.
M-ka: Wiesz tato, L. mi mówiła, że jak się je za dużo gum, to potem się taki osad robi na zębach. Czy mógłbyś mi nie dawać ich codziennie?
I tutaj tata zaczyna tłumaczyć, że to chodzi o cukier w gumie i że ogólnie resztki jedzenia na zębach szkodzą, dlatego trzeba je bardzo dokładnie szczotkować, aż tu nagle M-ka wchodzi w zdanie:
- No dobrze, tato, ale ja Cię po prostu proszę, abyś dawał mi je rzadziej.
31 października 2015
28 października 2015
25 października 2015
23 października 2015
19 października 2015
M-ka przez sen: Tylko dwa Tic-Tac'i. Tylko dwa Tic-Tac'i wzięłam.
Wyjaśnienie:
Tata kupił M-ce truskawkowe Tic-Tac'i. Ponieważ były to pierwsze w jej życiu, M-ka była bardzo podekscytowana. Tata nasypał na rękę M-ki dwie drażetki.
M-ka: Dwie? Mogę dwie?
Tata: Możesz, możesz ile chcesz.
M-ka: To ja teraz zjem dwie, jutro zjem też dwie przed szkołą a potem zjem dwie po szkole.
A na drugi dzień po szkole tata zajrzał do plecaka i zobaczył puste opakowanie po Tic-Tac'ach.
Tylko dwa...
;)
Wyjaśnienie:
Tata kupił M-ce truskawkowe Tic-Tac'i. Ponieważ były to pierwsze w jej życiu, M-ka była bardzo podekscytowana. Tata nasypał na rękę M-ki dwie drażetki.
M-ka: Dwie? Mogę dwie?
Tata: Możesz, możesz ile chcesz.
M-ka: To ja teraz zjem dwie, jutro zjem też dwie przed szkołą a potem zjem dwie po szkole.
A na drugi dzień po szkole tata zajrzał do plecaka i zobaczył puste opakowanie po Tic-Tac'ach.
Tylko dwa...
;)
18 października 2015
17 października 2015
W przedpokoju na regałach mamy poustawiane kartony, w których trzymamy różne rzeczy: torebki, sezonowe buty, szaliki itd. itp. Gdzieś wychodzimy, potrzebuję większego plecaka, mówię do M-ki:
- Trochę mi to zajmie, bo nie pamiętam, w którym kartonie są torebki.
M-ka: Bo wiesz, ty powinnaś zrobić tak: musisz wziąć takie karteczki i napisać na nich: "buty", "torebki", "czapki" i potem ponaklejać je na kartony i wtedy nie będziesz musiała nic szukać.
Katie (rozczulona): Dobrze, kochanie, to bardzo dobry pomysł.
Po jakimś czasie M-ka pyta:
- Mamo, opisałaś kartony?
Katie: Jeszcze nie.
M-ka (z westchnieniem i dezaprobatą w głosie): No to będę musiała ci z tym pomóc.
I tak oto nastał dzień, gdy moja córka, jest bardziej zorganizowana ode mnie.
- Trochę mi to zajmie, bo nie pamiętam, w którym kartonie są torebki.
M-ka: Bo wiesz, ty powinnaś zrobić tak: musisz wziąć takie karteczki i napisać na nich: "buty", "torebki", "czapki" i potem ponaklejać je na kartony i wtedy nie będziesz musiała nic szukać.
Katie (rozczulona): Dobrze, kochanie, to bardzo dobry pomysł.
Po jakimś czasie M-ka pyta:
- Mamo, opisałaś kartony?
Katie: Jeszcze nie.
M-ka (z westchnieniem i dezaprobatą w głosie): No to będę musiała ci z tym pomóc.
I tak oto nastał dzień, gdy moja córka, jest bardziej zorganizowana ode mnie.
15 października 2015
14 października 2015
M-ka z radością wybiega z sali prób, mówiąc, że dobrze jej się tańczy w nowych baletkach. A ja cieszę się, że udało mi się dotrzymać obietnicy złożonej przed samą sobą w szóstej klasie szkoły podstawowej, gdzie przed salą prób pomyślałam, że jak będę miała córkę, to zapiszę ją na taniec do zespołu, z którym zdobywałam medale na przeglądach zespołów tanecznych i dzięki któremu miałam tak fantastyczne dzieciństwo.
I teraz M-ka w tym samym zespole, co kiedyś ja uczy się kroczków, układów, obrotów.
I jest szczęśliwa.
I teraz M-ka w tym samym zespole, co kiedyś ja uczy się kroczków, układów, obrotów.
I jest szczęśliwa.
11 października 2015
9 października 2015
8 października 2015
M-ka chodziła do przedszkola na osiedlu, na którym mieszka babcia i dziadek. Babcia odbierała M-kę z przedszkola i w domu czekały na mnie aż przyjadę po M-kę z pracy.
Ponieważ przedszkole się skończyło, a M-ka chodzi do szkoły obok swojego domu, u Dziadków jesteśmy rzadziej. W pewien weekend wychodzimy od Dziadków z domu i wsiadamy do samochodu.
M-ka: Czuję się tak, jakbyś mnie odebrała z przedszkola. Jak za starych dobrych czasów.
Stare, dobre czasy = 2 miesiące temu.
7 października 2015
5 października 2015
4 października 2015
2 października 2015
1 października 2015
30 września 2015
M-ka: Tato, czy można być dobrym złodziejem?
Tata: Nie, nie wolno kraść. Jak ktoś kradnie to jest to złe.
M-ka nie jest do końca przekonana i twierdzi, że mogą być źli złodzieje ale też i dobrzy. Tata tłumaczy po raz kolejny, wyjaśnia co to jest kradzież i wyrywa przy tym z ręki M-ki kucyka.
Tata: No i co? I gdyby ktoś Ci tak nagle tego kucyka zabrał i by już Ci go nie oddał, to czy to byłoby dobre?
M-ka: No nie, ale to nie zawsze jest tak, że jak ktoś coś ukradnie to jest to złe. Bo przecież może być złodziej, któego by złapała policja i zapytałaby go dlaczego ukradł, a on by odpowiedział, że tak naprawdę to nie wie, że nie chciał i wtedy chyba nie byłby takim złym złodziejem.
Tata: Może masz rację. Na przykład, gdyby policjant złapał złodzieja, który ukradłby coś do zjedzenia, na przykład jabłko, i policjant by spytał dlaczego ukradł, a on by odpowiedział, że to dlatego, że był bardzo głodny i nie miał pieniędzy.
Na co M-ka patrzy na tatę z politowaniem i mówi:
- Tato, gdyby nie miał pieniędzy, to by sobie wypłacił z bankomatu.
Tata: Nie, nie wolno kraść. Jak ktoś kradnie to jest to złe.
M-ka nie jest do końca przekonana i twierdzi, że mogą być źli złodzieje ale też i dobrzy. Tata tłumaczy po raz kolejny, wyjaśnia co to jest kradzież i wyrywa przy tym z ręki M-ki kucyka.
Tata: No i co? I gdyby ktoś Ci tak nagle tego kucyka zabrał i by już Ci go nie oddał, to czy to byłoby dobre?
M-ka: No nie, ale to nie zawsze jest tak, że jak ktoś coś ukradnie to jest to złe. Bo przecież może być złodziej, któego by złapała policja i zapytałaby go dlaczego ukradł, a on by odpowiedział, że tak naprawdę to nie wie, że nie chciał i wtedy chyba nie byłby takim złym złodziejem.
Tata: Może masz rację. Na przykład, gdyby policjant złapał złodzieja, który ukradłby coś do zjedzenia, na przykład jabłko, i policjant by spytał dlaczego ukradł, a on by odpowiedział, że to dlatego, że był bardzo głodny i nie miał pieniędzy.
Na co M-ka patrzy na tatę z politowaniem i mówi:
- Tato, gdyby nie miał pieniędzy, to by sobie wypłacił z bankomatu.
27 września 2015
Jesteśmy na zakupach. M-ka (dosłownie rzutem na taśmę) dokłada jajko niespodziankę, a ponieważ jestem już w trakcie płacenia kartą, to daję jej 5zł, żeby zapłaciła sama. M-ka płaci, bierze jajko, a pani ekspedientka do niej woła:
- Poczekaj, masz jeszcze resztę - i wydaje M-ce pieniądze.
M-ka patrzy zdezorientowana, więc tłumaczę, że dała pani więcej pieniędzy niż kosztowało jajko i dlatego pani oddała jej pieniądze i że to jest jej reszta.
Biorę od M-ki pieniądze, a ona patrzy na mnie z oburzeniem:
- To jest moja reszta.
Katie: Nie, to jest moja reszta, bo z moich 5zł
M-ka: Oddaj mi moją resztę! To jest moja reszta, bo ja ją dostałam!
Od tego zdarzenia minęło kilkanaście dni. M-ka nadal uważa, że wiszę jej pieniądze.
- Poczekaj, masz jeszcze resztę - i wydaje M-ce pieniądze.
M-ka patrzy zdezorientowana, więc tłumaczę, że dała pani więcej pieniędzy niż kosztowało jajko i dlatego pani oddała jej pieniądze i że to jest jej reszta.
Biorę od M-ki pieniądze, a ona patrzy na mnie z oburzeniem:
- To jest moja reszta.
Katie: Nie, to jest moja reszta, bo z moich 5zł
M-ka: Oddaj mi moją resztę! To jest moja reszta, bo ja ją dostałam!
Od tego zdarzenia minęło kilkanaście dni. M-ka nadal uważa, że wiszę jej pieniądze.
25 września 2015
M-ka dostała frytki na wynos. Nie bardzo rozumiała, co to znaczy, ale dziadek jej wytłumaczył, że to znaczy, że się zabiera coś ze sobą. M-ka frytki zjadła, ale ciągle nosi puste opakowanie,
Dziadek: Po co to nosisz? Wyrzuć to.
M-ka: Nie mogą.
Dziadek: Dlaczego?
M-ka: No bo to przecież jest na wynos!
Dziadek: Po co to nosisz? Wyrzuć to.
M-ka: Nie mogą.
Dziadek: Dlaczego?
M-ka: No bo to przecież jest na wynos!
21 września 2015
20 września 2015
16 września 2015
M-ka: Jeden chłopak chyba mnie kocha.
Katie: Z twojej klasy?
M-ka: Tak.
Katie: A jak ma na imię?
M-ka: Nie wiem.
Katie: A dlaczego myślisz, że cię kocha?
M-ka: Bo mnie całuje.
Katie: ???!!!
M-ka: W rękę, albo w policzki. W usta nie, bo ja go nie kocham. On w ogóle to jakiś chory chyba jest.
Katie: Dlaczego?
M-ka: Bo tak dziwnie mówi.
Katie: A czy to przypadkiem nie jest A?
M-ka: Tak!
Katie: A. nie jest chory, A pochodzi z Ukrainy i dopiero uczy się polskiego.
M-ka (ożywiona): Z jakiejś bajkowej krainy?
Katie: Nie, z krainy tylko z Ukrainy. To taki kraj.
M-ka: No to przecież mówię, że to kraina! - po chwili - Aaaa, to dlatego A. nie rozumie, jak mówię "przestań", gdy mnie chwyta za rękę i nie puszcza!
Katie: Myślę, że rozumie.
;)
Katie: Z twojej klasy?
M-ka: Tak.
Katie: A jak ma na imię?
M-ka: Nie wiem.
Katie: A dlaczego myślisz, że cię kocha?
M-ka: Bo mnie całuje.
Katie: ???!!!
M-ka: W rękę, albo w policzki. W usta nie, bo ja go nie kocham. On w ogóle to jakiś chory chyba jest.
Katie: Dlaczego?
M-ka: Bo tak dziwnie mówi.
Katie: A czy to przypadkiem nie jest A?
M-ka: Tak!
Katie: A. nie jest chory, A pochodzi z Ukrainy i dopiero uczy się polskiego.
M-ka (ożywiona): Z jakiejś bajkowej krainy?
Katie: Nie, z krainy tylko z Ukrainy. To taki kraj.
M-ka: No to przecież mówię, że to kraina! - po chwili - Aaaa, to dlatego A. nie rozumie, jak mówię "przestań", gdy mnie chwyta za rękę i nie puszcza!
Katie: Myślę, że rozumie.
;)
15 września 2015
Po lekcjach M-ka zostaje w świetlicy. Bardzo jej się tam podoba. Szczególnie, że z koleżankami malują sobie flamastrami po rękach. Dziś zabawa było wyjątkowo przednia. Rysunki znalazły się na: dłoniach, policzkach, ramionach, brzuchu (uśmiechnięta buzia), plecach. Ale i tak hitem była stopa pomalowana cała na czarno.
Mi opadały ręce.
Reakcja M-ki:
- No co?
Co na to panie ze świetlicy?
M-ka: Nic. Bo my to robimy w tajemnicy.
Mi opadały ręce.
Reakcja M-ki:
- No co?
Co na to panie ze świetlicy?
M-ka: Nic. Bo my to robimy w tajemnicy.
14 września 2015
13 września 2015
12 września 2015
M-ka: Wiesz, tato, są takie reklamy, które kłamią.
Tata: Tak. nie wszystkie mówią prawdę.
M-ka: Ja widziałam takie reklamy. Na przykład jest taka reklama kremu na zmarszczki i babcia go sobie kupiła. I co? I reklama kłamie, bo na drugi dzień babcia dalej miała zmarszczki! One wcale nie zniknęły!
Jakiś czas później leci reklama, o której mówiła M-ka i na końcu pada zdanie, że efekt dostrzegalny po czterech tygodniach stosowania.
M-ka: Aaaa, to dlatego babcia miała je dalej. Po prostu za krótko używała!
Tata: Tak. nie wszystkie mówią prawdę.
M-ka: Ja widziałam takie reklamy. Na przykład jest taka reklama kremu na zmarszczki i babcia go sobie kupiła. I co? I reklama kłamie, bo na drugi dzień babcia dalej miała zmarszczki! One wcale nie zniknęły!
Jakiś czas później leci reklama, o której mówiła M-ka i na końcu pada zdanie, że efekt dostrzegalny po czterech tygodniach stosowania.
M-ka: Aaaa, to dlatego babcia miała je dalej. Po prostu za krótko używała!
8 września 2015
[Wspomnienie z wakacji]
Jesteśmy w górach i poszłyśmy na plac zabaw. Na placu zabaw jest kolonia.
Katie: A wiesz M-ko, co to są za dzieci?
M-ka: Nie.
Katie: To są dzieci, które przyjechały na kolonię. Czyli pojechały na wakacje z paniami, bez swoich rodziców i z dziećmi, których w ogóle nie znają.
M-ka przygląda się dzieciom, przygląda i nagle pyta z lekką dezaprobatą w głosie:
- Naprawdę to są dzieci, które się nie znają na niczym?
Jesteśmy w górach i poszłyśmy na plac zabaw. Na placu zabaw jest kolonia.
Katie: A wiesz M-ko, co to są za dzieci?
M-ka: Nie.
Katie: To są dzieci, które przyjechały na kolonię. Czyli pojechały na wakacje z paniami, bez swoich rodziców i z dziećmi, których w ogóle nie znają.
M-ka przygląda się dzieciom, przygląda i nagle pyta z lekką dezaprobatą w głosie:
- Naprawdę to są dzieci, które się nie znają na niczym?
6 września 2015
3 września 2015
2 września 2015
1 września 2015
3 sierpnia 2015
27 lipca 2015
26 lipca 2015
24 lipca 2015
Próbuję zagonić do M-kę do kąpieli, ale ta co chwilę znajduje coś ważniejszego i ciekawszego do zrobienia i tak mija prawie pół godziny.
Katie: Idź się w końcu myć!
M-ka: No przecież idę!
Katie: Bardzo mnie to cieszy.
M-ka: A wcale nie wyglądasz, jakbyś się cieszyła.
Umiejętność rozpoznawania emocji 10/10
Umiejętność rozpoznawania ironii 0/10
Katie: Idź się w końcu myć!
M-ka: No przecież idę!
Katie: Bardzo mnie to cieszy.
M-ka: A wcale nie wyglądasz, jakbyś się cieszyła.
Umiejętność rozpoznawania emocji 10/10
Umiejętność rozpoznawania ironii 0/10
16 lipca 2015
15 lipca 2015
M-ka dostała po prababci łóżko, które zawsze bardzo jej się podobało. Tego dnia, w mieszkaniu pojawiło się jeszcze kilka rzeczy, które wcześniej należały do prababci. Na przykład lampa w przedpokoju. M-ka oglądnęła ją bardzo dokładnie, po czym weszła do swojego pokoju, gdzie czekała na nią niespodzianka. Ponieważ łóżko jest wielkie jak byk, M-ka go nie zauważyła. Pewnie dlatego, że od razu spojrzała na sufit:
M-ka: Łeee, stara lampa...
Nagle rozległ się pisk - zobaczyła łóżko - z rozbiegu wpadła na nie, zakopała się w pościeli i radośnie wykrzyknęła:
- Moje wymarzone łóżko! Od zawsze je chciałam! Wreszcie będę się mogła czuć, jak prawdziwa księżniczka!
M-ka: Łeee, stara lampa...
Nagle rozległ się pisk - zobaczyła łóżko - z rozbiegu wpadła na nie, zakopała się w pościeli i radośnie wykrzyknęła:
- Moje wymarzone łóżko! Od zawsze je chciałam! Wreszcie będę się mogła czuć, jak prawdziwa księżniczka!
3 lipca 2015
Kiedy M-ka miała 3 lata, kupiliśmy dla kota taki stojący drapak. Kot drapaka nawet nie powąchał, bo M-ka od razu na nim usiadła i go połamała. Od tej pory ma wyrzuty sumienia i od czasu do czasu, jak przechodzimy koło sklepu zoologicznego, mówi:
- Musimy kupić kotu drapak, bo mu go złamałam.
Tym razem, gdy weszłyśmy do sklepu zoologicznego, również zapytała czy taki drapak możemy kotu kupić, a potem zaczęła zachwycać się wszelkimi zabawkami, domkami i miseczkami dla kotów:
- Ojej, jakie to śliczne! Mój kochany kociaczek na pewno by się z takiego ucieszył.
I tak szła wzdłuż regału chcąc kupić wszystkie możliwe akcesoria dla swojego kochanego kociaczka, aż w końcu dotarła do terrarium z królikami.
- Ojej! Jakie śliczne króliczki! Mamo, czy ja mogę mieć królika?
Katie: Wiesz, M-ko, mamy już kota, myślę, ze z królikiem mógłby się nie dogadać.
M-ka: To może, jak kotek umrze, to kupisz mi króliczka?
Tak. Kochany kociaczek...
2 lipca 2015
1 lipca 2015
Ta czarna kropka po środku to robaczek. Robaczek sobie do nas przypełzał i znalazł go sobie kot (czarna plama po lewej stronie). Kot chodził za robaczkiem, wąchał go, czasem go trącał łapką.
Katie: Patrz, M-ko! Kotek bawi się robaczkiem!
M-ka: O jaa! Robaczek!! - rzuciła się biegiem w stronę swojego pokoju i krzyczy - Kotek, kotek nie ruszaj jeszcze robaczka! - I po chwili wraca z pudełkiem małego przyrodnika do łapania owadów (to to pudełko z prawej strony).
No i M-ka postanowiła złapać robaczka. Kot zastygł z miną dziecka, któremu zabrano lizaka. Nawet nie drgnął. M-ka robaczka złapała, stwierdziła, że jednak się go boi i położyła pudełko z robaczkiem przed nada zszokowanym kotem ze słowami:
- Proszę kotku, jednak możesz sobie wziąć robaczka.
27 czerwca 2015
24 czerwca 2015
23 czerwca 2015
21 czerwca 2015
20 czerwca 2015
Jesteśmy u dziadków. Na deser są truskawki. Babcia, dziadek i M-ka swoje porcje już zjedli, ja jeszcze nie.
M-ka: Chcę dokładkę truskawek!
Dziadek: Już nie ma więcej truskawek.
M-ka: O nie! Nie ma truskawek dla mami!
Katie: Nie, M-ko, ja mam swoją porcję, ale jej jeszcze nie zjadłam.
M-ka: To może się nią podzielimy pół na pól? Tak będzie sprawiedliwie!
M-ka: Chcę dokładkę truskawek!
Dziadek: Już nie ma więcej truskawek.
M-ka: O nie! Nie ma truskawek dla mami!
Katie: Nie, M-ko, ja mam swoją porcję, ale jej jeszcze nie zjadłam.
M-ka: To może się nią podzielimy pół na pól? Tak będzie sprawiedliwie!
10 czerwca 2015
30 maja 2015
24 maja 2015
21 maja 2015
20 maja 2015
19 maja 2015
17 maja 2015
Katie: M-ko, a może pójdziemy z dziadkiem do ZOO?
M-ka: Taaak!!! Pójdziemy zobaczyć moje ulubione małpy z fioletowymi tyłkami!!!
W ZOO przy fokach:
M-ka: Ooo, tam jest foczka, moja najlepsza przyjaciółka!
Przy zagrodzie z królikami, nachylając się do królika ze swoim pluszowym pingwinem:
- Widzisz króliczku, to jest mój pingwinek. To pingwin książęcy. Taki słodziak.
Karmiąc kozy:
- Nie kłóćcie się o jedzenie! To nieładnie!
M-ka: Taaak!!! Pójdziemy zobaczyć moje ulubione małpy z fioletowymi tyłkami!!!
W ZOO przy fokach:
M-ka: Ooo, tam jest foczka, moja najlepsza przyjaciółka!
Przy zagrodzie z królikami, nachylając się do królika ze swoim pluszowym pingwinem:
- Widzisz króliczku, to jest mój pingwinek. To pingwin książęcy. Taki słodziak.
Karmiąc kozy:
- Nie kłóćcie się o jedzenie! To nieładnie!
15 maja 2015
Nocujemy u dziadków. Kiedy wracam z miasta M-ka już śpi, a ja kładę się obok niej. Mija noc. O 6 rano, po przebudzeniu M-ka widzi, że śpię koło niej. Rzuca się na mnie, przytula, daje całusy a za chwilę wychodzi z łóżka i zakłada kapcie.
Katie: Idziesz do łazienki, M-ko?
M-ka: Nie, idę po prezent dla ciebie, który wczoraj zrobiłam.
Ponieważ M-ka nie może znaleźć owego prezentu, budzi babcię, aby ta powiedziała jej, gdzie jest prezent. I gdy już w końcu go znajduje, przynosi mi prosto do łóżka, to:
M-ka: Zrobiłam ci wczoraj na ogródku bukiecik z dzwoneczków i niezapominajek.
♥♥♥
Katie: Idziesz do łazienki, M-ko?
M-ka: Nie, idę po prezent dla ciebie, który wczoraj zrobiłam.
Ponieważ M-ka nie może znaleźć owego prezentu, budzi babcię, aby ta powiedziała jej, gdzie jest prezent. I gdy już w końcu go znajduje, przynosi mi prosto do łóżka, to:
M-ka: Zrobiłam ci wczoraj na ogródku bukiecik z dzwoneczków i niezapominajek.
♥♥♥
12 maja 2015
10 maja 2015
Jedziemy samochodem, ja coś mówię, M-ka nie słyszy, powtarzam, ta przeinacza.
Katie: Słuchaj uchem a nie brzuchem.
M-ka: Co?
Katie: Słuchaj uchem a nie brzuchem.
M-ka: Za pierwszym razem powiedziałaś słuchaj brzuchem a nie uchem.
Katie: Nie, M-ko powiedziałam słuchaj uchem a nie brzuchem.
M-ka: No przecież słyszałam, że powiedziałaś słuchaj brzuchem.
Katie: Słyszałaś, bo słuchasz brzuchem.
M-ka: No to przecież mówiłam, że tak powiedziałaś.
Ratunku.
Katie: Słuchaj uchem a nie brzuchem.
M-ka: Co?
Katie: Słuchaj uchem a nie brzuchem.
M-ka: Za pierwszym razem powiedziałaś słuchaj brzuchem a nie uchem.
Katie: Nie, M-ko powiedziałam słuchaj uchem a nie brzuchem.
M-ka: No przecież słyszałam, że powiedziałaś słuchaj brzuchem.
Katie: Słyszałaś, bo słuchasz brzuchem.
M-ka: No to przecież mówiłam, że tak powiedziałaś.
Ratunku.
6 maja 2015
3 maja 2015
Nie wiem, kiedy to minęło i dlaczego aż tak szybko, ale dziś M-ka zdmuchnęła 6 świeczek na swoim torcie.
Jej świat to wciąż kolorowe kredki, którymi rysuje księżniczki, wróżki i syreny. To piosenki Armii, Natalii Przybysz, Katie Pery i Meli Koteluk, do których tańczy tak, jakby świat nie istniał. Albo istniał tylko po to, by na nią patrzeć. Nadal uwielbia Scooby-Doo i parówki. Uwielbia waniliowe desery z bitą śmietaną i lubi robić zdjęcia. Ma swoje pierwsze domowe obowiązki i jest bardzo dumna, gdy dostaje za ich wykonanie znaczki. Śpiewa na cały głos i przytula tak mocno, jak się tylko da. Mówi przez cały czas o wszystkim, co jej przyjdzie do głowy i śmieje z czego się tylko da.
Jest absolutnie fantastyczna.
I, choć nie wiem, kiedy to minęło i dlaczego tak szybko, to wiem, że odkąd jest, to wszystko ma sens.
30 kwietnia 2015
29 kwietnia 2015
27 kwietnia 2015
M-ka, razem z tatą, idzie do sali zabaw. M-ka już tam była, tata nie, ale M-ka zapewnia, że pokaże tacie, gdzie to jest i go zaprowadzi. Kiedy podjeżdżają w okolicę sali zabaw, M-ka radośnie pokrzykuje, że ona wie, gdzie jest, bo tutaj dziadek parkował i sala zabaw jest tam po lewej stronie i że trzeba przejść schodami. Ale gdy wysiadają z samochodu M-ka traci orientację i nie bardzo wie, gdzie ma iść. Tata kieruje się w stronę schodów.
Tata: M-ko, a może trzeba iść po tych schodach?
M-ka: Jeżeli za nimi jest sala zabaw, to tak.
25 kwietnia 2015
M-ka: Ja już wiem, co ja chcę dostać na urodziny. Ale tak bardzo, bardzo mocno!
Tata: Co takiego?
M-ka: Skrzypce!
Tata: Ale wiesz, M-ko, żeby grać na skrzypcach, to trzeba bardzo, bardzo dużo ćwiczyć?
M-ka: Ale ja naprawdę bardzo, bardzo chcę się uczyć na skrzypcach. Bo ja wiem, jak się gra na skrzypcach, ale jeszcze nie umiem. Wiem, jak się trzyma skrzypce i wiem, jak się trzyma smyczek i bardzo chcę się tego nauczyć.
W tym momencie M-kę i tatę minął wóz strażacki. Strażacy jechali podnieść tramwaj, który się wykoleił. Gdy M-ka dowiedziała się, że strażacy nie tylko gaszą pożary, ale też podnoszą tramwaje i wyciągają ludzi z aut, gdy był wypadek, stwierdziła, że to fantastyczna praca i, że bardzo chciałaby zostać strażakiem. Ale zaraz potem posmutniała, gdy zorientowała się, że przecież chciała zostać skrzypaczką i będzie musiała coś wybrać...
Tata: Niekoniecznie. Można być też strażakiem na ochotnika i pomagać, kiedy tylko jest taka potrzeba.
M-ka się bardzo ucieszyła i już ma przygotowany plan:
M-ka: To ja już wszystko wiem. W poniedziałki nie będzie koncertów, więc nie będę chodziła do skrzypców, tylko do strażaka. W piątki na pewno będą koncerty, więc wtedy nie będę chodziła do strażaka, tylko do skrzypców. Muszę jeszcze wymyślić, co będę robiła we wtorki, środy i czwartki, ale na pewno wymyślę coś fajnego.
Tata: Co takiego?
M-ka: Skrzypce!
Tata: Ale wiesz, M-ko, żeby grać na skrzypcach, to trzeba bardzo, bardzo dużo ćwiczyć?
M-ka: Ale ja naprawdę bardzo, bardzo chcę się uczyć na skrzypcach. Bo ja wiem, jak się gra na skrzypcach, ale jeszcze nie umiem. Wiem, jak się trzyma skrzypce i wiem, jak się trzyma smyczek i bardzo chcę się tego nauczyć.
W tym momencie M-kę i tatę minął wóz strażacki. Strażacy jechali podnieść tramwaj, który się wykoleił. Gdy M-ka dowiedziała się, że strażacy nie tylko gaszą pożary, ale też podnoszą tramwaje i wyciągają ludzi z aut, gdy był wypadek, stwierdziła, że to fantastyczna praca i, że bardzo chciałaby zostać strażakiem. Ale zaraz potem posmutniała, gdy zorientowała się, że przecież chciała zostać skrzypaczką i będzie musiała coś wybrać...
Tata: Niekoniecznie. Można być też strażakiem na ochotnika i pomagać, kiedy tylko jest taka potrzeba.
M-ka się bardzo ucieszyła i już ma przygotowany plan:
M-ka: To ja już wszystko wiem. W poniedziałki nie będzie koncertów, więc nie będę chodziła do skrzypców, tylko do strażaka. W piątki na pewno będą koncerty, więc wtedy nie będę chodziła do strażaka, tylko do skrzypców. Muszę jeszcze wymyślić, co będę robiła we wtorki, środy i czwartki, ale na pewno wymyślę coś fajnego.
23 kwietnia 2015
18 kwietnia 2015
Jedziemy samochodem, przez okno widać Stadion Miejski.
M-ka: Dlaczego ten stadion stoi tutaj?
Katie: Bo tak zaplanowano, aby wybudować go w tym miejscu.
M-ka: A ja bym chciała, aby on stał po drugiej stronie.
Katie: No to jak zostaniesz urbanistą miejskim, albo prezydentem, to będziesz mogła decydować, gdzie mają stać różne budynki.
M-ka: Hmm... To szkoda, bo ja chciałam zostać strażakiem.
M-ka: Dlaczego ten stadion stoi tutaj?
Katie: Bo tak zaplanowano, aby wybudować go w tym miejscu.
M-ka: A ja bym chciała, aby on stał po drugiej stronie.
Katie: No to jak zostaniesz urbanistą miejskim, albo prezydentem, to będziesz mogła decydować, gdzie mają stać różne budynki.
M-ka: Hmm... To szkoda, bo ja chciałam zostać strażakiem.
12 kwietnia 2015
Jesteśmy z M-ką w sklepie, M-ka wybiera sobie gazetkę. Jest to numer "Barbie" poświęcony tajnym agentkom. Jako prezent jest super tajny notes.
Ekspedientka do Milaka wskazując na super tajny notes: Uważaj, bo mogą do ciebie zadzwonić po pomoc.
M-ka: Ojejciu, to będzie bardzo trudne jak zadzwonią.
Ekspedientka: No właśnie. Ale wiesz co, zawsze możesz powiedzieć, że dziś jest niedziela i odpoczywasz.
Wychodzimy ze sklepu.
M-ka: No teraz to się zaczęłam martwić, że ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy i do mnie zadzwoni.
Katie: Nie martw się.
Po powrocie do domu, M-ka parę razy pyta patrząc na swój tajny notes:
- Ciekawe, kiedy zadzwonią?
Katie: Dryyyyń!
M-ka: Mamo, to ty!
Katie: Dryyyyń!
M-ka: Halo?
Katie: M-ka? Tu zabawki. Potrzebujemy twojej pomocy!
M-ka: Jakiej pomocy?
Katie: Musisz nam pomóc i podnieść nas z podłogi! Musisz nas posprzątać.
M-ka: Ten numer do tego nie służy! Do widzenia!
Niby się rozłącza, patrzy na mnie z politowaniem i mówi:
- Ja wiem, że to ty byłaś. I myślę, że ta pani żartowała, że ktoś do mnie zadzwoni. Ale jak chcesz, to czasami możemy tak poudawać.
Ekspedientka do Milaka wskazując na super tajny notes: Uważaj, bo mogą do ciebie zadzwonić po pomoc.
M-ka: Ojejciu, to będzie bardzo trudne jak zadzwonią.
Ekspedientka: No właśnie. Ale wiesz co, zawsze możesz powiedzieć, że dziś jest niedziela i odpoczywasz.
Wychodzimy ze sklepu.
M-ka: No teraz to się zaczęłam martwić, że ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy i do mnie zadzwoni.
Katie: Nie martw się.
Po powrocie do domu, M-ka parę razy pyta patrząc na swój tajny notes:
- Ciekawe, kiedy zadzwonią?
Katie: Dryyyyń!
M-ka: Mamo, to ty!
Katie: Dryyyyń!
M-ka: Halo?
Katie: M-ka? Tu zabawki. Potrzebujemy twojej pomocy!
M-ka: Jakiej pomocy?
Katie: Musisz nam pomóc i podnieść nas z podłogi! Musisz nas posprzątać.
M-ka: Ten numer do tego nie służy! Do widzenia!
Niby się rozłącza, patrzy na mnie z politowaniem i mówi:
- Ja wiem, że to ty byłaś. I myślę, że ta pani żartowała, że ktoś do mnie zadzwoni. Ale jak chcesz, to czasami możemy tak poudawać.
9 kwietnia 2015
8 kwietnia 2015
7 kwietnia 2015
5 kwietnia 2015
Przed świętami M-ka rozmawia z dziadkiem, o tym, jak trzeba przygotować koszyczek do kościoła. Mówi o tym, że ma być koszyczek, dwie serwetki, kilogram soli i pieprzu.
W Wielką Sobotę przygotowujemy koszyczek. Do małej solniczki wsypuję sól.
M-ka: To jest kilogram soli?
Katie: Nie, M-ko. To jest jakieś 20 dkg.
M-ka: Ale ma być kilogram!!
Po wielu próbach udaje mi się w końcu przekonać M-kę, że nie trzeba nieść kilograma soli w koszyczku, że tyle, ile mamy wystarczy.
Później, będąc już u dziadków w domu, mówię do dziadka:
- I w ogóle, to bardzo Ci dziękuję, za wmawianie M-ce, że trzeba kilogram soli włożyć do koszyka.
Dziadek: Ale przecież ja jej nic takiego nie mówiłem! To M-ka mówiła o kilogramie soli!
M-ka: Właśnie, mamo. To ja mówiłam, że trzeba kilogram soli. To mi powinnaś dziękować.
W Wielką Sobotę przygotowujemy koszyczek. Do małej solniczki wsypuję sól.
M-ka: To jest kilogram soli?
Katie: Nie, M-ko. To jest jakieś 20 dkg.
M-ka: Ale ma być kilogram!!
Po wielu próbach udaje mi się w końcu przekonać M-kę, że nie trzeba nieść kilograma soli w koszyczku, że tyle, ile mamy wystarczy.
Później, będąc już u dziadków w domu, mówię do dziadka:
- I w ogóle, to bardzo Ci dziękuję, za wmawianie M-ce, że trzeba kilogram soli włożyć do koszyka.
Dziadek: Ale przecież ja jej nic takiego nie mówiłem! To M-ka mówiła o kilogramie soli!
M-ka: Właśnie, mamo. To ja mówiłam, że trzeba kilogram soli. To mi powinnaś dziękować.
3 kwietnia 2015
1 kwietnia 2015
29 marca 2015
Na placu zabaw M-ka poznała nową koleżankę. Okazało się, że ma tyle samo lat co M-ka, jej pokój jest dokładnie nad m-kowym pokojem i gdyby nie małe mi, to dziewczyny byłyby imienniczkami.
Pierwszy krok wykonała sąsiadka podchodząc, przedstawiając się i zapraszając do wspólnej zabawy. M-ka się speszyła, wtuliła w moją nogę i oznajmiła, że ma już aż cztery koleżanki i jak będzie miała jeszcze jedną, to będzie to za dużo. W końcu jednak dziewczyny zaczęły się bawić razem i bardzo miło spędziły czas.
Koleżanka: Będziemy koleżankami?
M-ka: Tak.
Bo na poziomie piaskownicy to jest właśnie tak bardzo proste.
Od czasu tej zabawy, sąsiadka z góry puka we wszystkie okna swojego domu, gdy widzi nas zbliżające się do bramy.
M-ka od czasu do czasu pyta: Mamo, jak ma na imię ta moja przyjaciółka?
A ja myślę sobie, że kto wie? Może to początek prawdziwej, pierwszej przyjaźni z tego samego bloku?
Pierwszy krok wykonała sąsiadka podchodząc, przedstawiając się i zapraszając do wspólnej zabawy. M-ka się speszyła, wtuliła w moją nogę i oznajmiła, że ma już aż cztery koleżanki i jak będzie miała jeszcze jedną, to będzie to za dużo. W końcu jednak dziewczyny zaczęły się bawić razem i bardzo miło spędziły czas.
Koleżanka: Będziemy koleżankami?
M-ka: Tak.
Bo na poziomie piaskownicy to jest właśnie tak bardzo proste.
Od czasu tej zabawy, sąsiadka z góry puka we wszystkie okna swojego domu, gdy widzi nas zbliżające się do bramy.
M-ka od czasu do czasu pyta: Mamo, jak ma na imię ta moja przyjaciółka?
A ja myślę sobie, że kto wie? Może to początek prawdziwej, pierwszej przyjaźni z tego samego bloku?
26 marca 2015
Jesteśmy z M-ką na placu zabaw. M-ka chce, abym się z nią huśtała, wdrapywała na drabinki, a ja próbuję ją zachęcić do zabawy z innymi dziećmi. Po kolejnej propozycji, abym zjechała na zjeżdżalni, mówię M-ce, że jestem trochę na to za stara.
M-ka zaczyna się bawić z innymi dziećmi. W pewnym momencie dzieci zaczynają zbierać kamyczki.
M-ka: Mamo, ja chcę, abyś zbierała ze mną kamyczki. No na to, to nie jesteś za stara!
M-ka zaczyna się bawić z innymi dziećmi. W pewnym momencie dzieci zaczynają zbierać kamyczki.
M-ka: Mamo, ja chcę, abyś zbierała ze mną kamyczki. No na to, to nie jesteś za stara!
23 marca 2015
20 marca 2015
17 marca 2015
M-ka przed snem słucha kołysanek.
(...) a gdy rano przyjdzie świt księżycowi będzie wstyd, że on zasnął a nie ty.
M-ka zrywa się z łóżka, siada i całkiem poważnie mówi:
- Księżyc jest na mnie zły!
Tata: Nie, M-ko księżyc nie jest zły.
M-ka: No, ale ja nie śpię...
Tata: To jest tylko piosenka, tak naprawdę księżyc nie jest na ciebie zły.
M-ka odetchnęła z ulgą.
(...) a gdy rano przyjdzie świt księżycowi będzie wstyd, że on zasnął a nie ty.
M-ka zrywa się z łóżka, siada i całkiem poważnie mówi:
- Księżyc jest na mnie zły!
Tata: Nie, M-ko księżyc nie jest zły.
M-ka: No, ale ja nie śpię...
Tata: To jest tylko piosenka, tak naprawdę księżyc nie jest na ciebie zły.
M-ka odetchnęła z ulgą.
16 marca 2015
14 marca 2015
13 marca 2015
11 marca 2015
10 marca 2015
9 marca 2015
8 marca 2015
6 marca 2015
4 marca 2015
Dziś o tym, jak praca wykonywana przez rodzica* wpływa na postrzeganie rzeczywistości przez dziecko:
M-ka wpada do pokoju ze łzami cieknącymi po policzkach, bo właśnie pani z prognozy pogody powiedziała, że nie będzie czystego nieba.
Dla Mileny to oczywiste, że nie chodzi o stopień zachmurzenia, ale o zbliżającą się katastrofę ekologiczną.
*Katie pracuje w szeroko pojętej dziedzinie walki ze skutkami zmian klimatu
M-ka wpada do pokoju ze łzami cieknącymi po policzkach, bo właśnie pani z prognozy pogody powiedziała, że nie będzie czystego nieba.
Dla Mileny to oczywiste, że nie chodzi o stopień zachmurzenia, ale o zbliżającą się katastrofę ekologiczną.
*Katie pracuje w szeroko pojętej dziedzinie walki ze skutkami zmian klimatu
3 marca 2015
Tata: Wiesz, M-ko, jak wrócimy do domu, to pójdę pobiegać.
M-ka: Ale przecież dzisiaj mieliśmy się bawić w chowanie żelków!
Tata: Taj, ale ja pójdę na krótko i szybko wrócę, potem się wykąpię, najszybciej na świecie zjem obiad i cały wieczór będziemy mieli na zabawę. Tak może być?
M-ka: Nie. Ja Ci nie chcę zepsuć życia tato, ale żelki to Ty mi obiecałeś po przedszkolu.
M-ka: Ale przecież dzisiaj mieliśmy się bawić w chowanie żelków!
Tata: Taj, ale ja pójdę na krótko i szybko wrócę, potem się wykąpię, najszybciej na świecie zjem obiad i cały wieczór będziemy mieli na zabawę. Tak może być?
M-ka: Nie. Ja Ci nie chcę zepsuć życia tato, ale żelki to Ty mi obiecałeś po przedszkolu.
2 marca 2015
27 lutego 2015
25 lutego 2015
24 lutego 2015
22 lutego 2015
Gramy z ciocią Karoliną w grę "Znikające ciasteczka". Gra polega na tym, że trzeba zapamiętać układ kartoników, zamknąć oczy - w tym czasie jeden z zawodników zmienia układ ciasteczek - a po otwarciu zgadnąć, który z kartoników został odwrócony.
M-ka nie przygląda się kartonikom, tylko cały czas coś mówi i dyskutuje z zasadami gry. W końcu ciocia postanawia przywołać M-kę do porządku tak, aby ta skupiła się na zapamiętaniu układu klocków:
Ciocia: M-ko, zacznij ogarniać grę!
M-ka: Ja ogarniam. Tylko nie rozumiem.
M-ka nie przygląda się kartonikom, tylko cały czas coś mówi i dyskutuje z zasadami gry. W końcu ciocia postanawia przywołać M-kę do porządku tak, aby ta skupiła się na zapamiętaniu układu klocków:
Ciocia: M-ko, zacznij ogarniać grę!
M-ka: Ja ogarniam. Tylko nie rozumiem.
21 lutego 2015
20 lutego 2015
18 lutego 2015
Do babci przyszedł współpracownik z brakującymi dokumentami. Tak się złożyło, że babcia trochę zagadała się ze swoim gościem w przedpokoju. M-ka grzecznie się bawiła, aż wreszcie pomyślała, że czas pobawić się z babcią. Nie wytrzymała, podeszła do przedpokoju i powiedziała:
- Babciu, tracimy nasz cenny czas.
- Babciu, tracimy nasz cenny czas.
16 lutego 2015
M-ka nie może napatrzeć się na okładkę gazety. Cały czas chodzi i mówi, jak bardzo jej się ta Pani podoba. Próbuje zapamiętać, jak się nazywa i wypytuje, co dostała na urodziny? Jest pewna, że na pewno kwiaty.
Według M-ki, Pani z okładki ma twarz prababci R.
Czy muszę dodawać, że słysząc to prababcia się rozpromieniła? :)
13 lutego 2015
11 lutego 2015
9 lutego 2015
8 lutego 2015
7 lutego 2015
Gramy w Zagadki Smoka Obiboka. Oto zagadka dla M-ki:
M-ka udzieliła prawidłowej odpowiedzi, a potem zgłosiła postulat, aby natychmiast napisać list do Smoka, że w zagadce jest błąd, bo fryzjerem może być także pani, dlatego zagadka powinna brzmieć: W gabinecie i tego pana lub pani, przesiadują...
M-kowa walka o równouprawnienie ;)
6 lutego 2015
4 lutego 2015
2 lutego 2015
29 stycznia 2015
28 stycznia 2015
27 stycznia 2015
Jedną z ulubionych zabaw M-ki jest zabawa w kota, który robi sztuczki. Zabawa polega na tym, że M-ka zmienia się w kota, który nie dość, że potrafi robić sztuczki, to jeszcze potrafi mówić. Początek zabawy jest zawsze taki sam: M-ka siada jak kot i zaczyna mówić zmienionym głosem:
- Jestem kotem robiącym sztuczki! Jestem też kotem, który potrafi mówić, mam tak od urodzenia, od czasów, kiedy byłem kotkiem dzidziusiem. Czy chcecie zobaczyć sztuczkę? Zamknijcie oczy! - kiedy wszyscy mają zamknięte oczy, M-ka się chowa - Otwórzcie oczy! - wszyscy otwierają oczy i mają powiedzieć: "Ojej, zniknął kot robiący sztuczki!" - Zamknijcie oczy! - gdy oczy są zamknięte, M-ka się znów pojawia - Otwórzcie oczy! Tak to ja: kot robiący sztuczki! Potrafię znikać! Zamknijcie oczy!
Dlatego, gdy widzimy, że M-ka zaczyna siadać, jak kot, mówimy:
- O nie! Tylko nie kot robiący sztuczki!
M-ka: Tak, to ja jestem kotem robiącym sztuczki! Jestem też kotem...
26 stycznia 2015
25 stycznia 2015
24 stycznia 2015
23 stycznia 2015
20 stycznia 2015
19 stycznia 2015
18 stycznia 2015
16 stycznia 2015
Z jakiegoś powodu M-kę fascynują czujniki ruchu. Najpierw interesował ją ich kształt, zawsze pytała co to? i bacznie się im przyglądała. Teraz rozgląda się za nimi przechodząc przez wszystkie drzwi. A jak je zauważy, to z nimi rozmawia. Na przykład wychodząc ze sklepu:
- Papa, czujniki! Pozdrawiam wszystkie czujniki, których nie miałam jeszcze okazji poznać.
- Papa, czujniki! Pozdrawiam wszystkie czujniki, których nie miałam jeszcze okazji poznać.
11 stycznia 2015
10 stycznia 2015
9 stycznia 2015
5 stycznia 2015
4 stycznia 2015
3 stycznia 2015
Jesteśmy na spacerze. Na jednej z kamienic wisi reklama jednego z dostawców energii. M-ka ciągnie mnie za rękaw:
- Mamo, mamo! To jest ta różowa lodówka, która chodzi!
Katie: Aha...
M-ka: Tak! Naprawdę! Wystarczy, że zadzwonisz pod numer - i tu M-ka recytuje z pamięci, bez zająknięcia 9cio cyfrowy numer telefonu plus dwa znaki specjalne z przekonaniem, że gdy na niego zadzwonię nasza lodówka zacznie chodzić po mieszkaniu...
- Mamo, mamo! To jest ta różowa lodówka, która chodzi!
Katie: Aha...
M-ka: Tak! Naprawdę! Wystarczy, że zadzwonisz pod numer - i tu M-ka recytuje z pamięci, bez zająknięcia 9cio cyfrowy numer telefonu plus dwa znaki specjalne z przekonaniem, że gdy na niego zadzwonię nasza lodówka zacznie chodzić po mieszkaniu...
2 stycznia 2015
W 2014 M-ka po praz pierwszy w swoim życiu dotrwała w sylwestra do północy. Wróciłyśmy z balkonu, bo bała się wystrzałów, więc stałyśmy przed oknem obserwując fajerwerki.
M-ka: Ładne są, ale mam nadzieję, że to się szybko skończy.
Katie: Dlaczego, M-ko?
M-ka: Przez zwierzątka. Bo zwierzątka się boją, boją się ptaszki i nawet nasz kotek się boi. I jak ja będę starsza to nigdy, przenigdy nie będę tak strzelać, aby nie straszyć zwierzątek.
M-ka: Ładne są, ale mam nadzieję, że to się szybko skończy.
Katie: Dlaczego, M-ko?
M-ka: Przez zwierzątka. Bo zwierzątka się boją, boją się ptaszki i nawet nasz kotek się boi. I jak ja będę starsza to nigdy, przenigdy nie będę tak strzelać, aby nie straszyć zwierzątek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)