.

.

31 grudnia 2012

M-ka: Tato, zaśpiewaj piosenkę o zniszczeniu!
Tata wprawdzie się trochę zdziwił, ale zaczął śpiewać to:


M-ka spojrzała na tatę i mówi:
- Nie tato, nie to. Śpiewamy to:



Zniszczenie według M-ki: "A tego nie zniszczy nic. Mam ciebie"

30 grudnia 2012

Powalona chorobą, leżę w łóżku i myślę sobie, że chorowanie było fajne, gdy było się dzieckiem.
Kiedy mama czule odgarniała włosy z czoła, przynosiła kakao i jajecznicę.
I leżę tak i myślę, ile bym teraz dała za tą jajecznicę i to kakao od mamy.
A tu nagle wchodzi M-ka i do łóżka podaje mi to:


29 grudnia 2012

M-ka używa nowego słowa.

Cały plecak wypełniła swoimi zabawkami.
Katie: Gdzieś się wybierasz?
M-ka: Nigdzie. Ja tutaj trzymam swoje kolekcje.
_

M-ka przymierza nową sukienkę zrobioną przez babcię na drutach:
- Jaka piękna! W sam raz do mojej kolekcji!

28 grudnia 2012

Efekt uboczny świąt: Jeśli M-ka zobaczy jakiś przedmiot z napisem, uważa, że jest tam napisane "M-ka".
Czyli, że jest dla niej.
Jak prezent.

27 grudnia 2012

Z cyklu, cuda wigilijne:
M-ka, sama z siebie, wyrzuciła smoczek do kosza na śmieci.
I jest z tego powodu niesamowicie dumna.
Rodzice odetchnęli z ulgą.

26 grudnia 2012

M-ka do cioci:
- A skąd masz taki szalik?
Ciocia: Dostałam od Mikołaja.
M-ka: Naprawdę?
Ciocia: Tak, nawet trafił w mój gust.
M-ka: Jaki gust?

Sarkazm w tym wieku? Nie za wcześnie trochę? ;)

23 grudnia 2012

21 grudnia 2012

19 grudnia 2012

Refleksja Pani Przedszkolanki, po wstepnej diagnozie:
- Ja to widzę M-kę, jako przyszłą poetkę. Będzie pisać telenowele.

17 grudnia 2012

M-ka po raz pierwszy na łyżwach:
- wyraziła dezaprobatę, że łyżwy nie są różowe;
- jadąc krzyczała na całe lodowisko: daję radę, daję radę!
- z łyżew najbardziej podobał się jej kask;
- na koniec popłakała się, że chce już być duża, żeby szybko jeździć na łyżwach.

16 grudnia 2012

Treść sms-a od W.:

"Rozmawiamy o rodzeństwie. Mówię do K, że M-ka nie ma ani siostry ani brata. Na to K:
- Ale ma A siostrę i mnie brata"

Wzruszyłam się :)

12 grudnia 2012

Kupuję dla M-ki ocieplane spodnie. Wybieram jedną parę, M-ka patrzy i zaczyna się śmiać:
- Chyba jednak nieee!

A naprawdę sądziłam, że dopiero w wieku nastu lat, będzie krytykować ubrania, które dla niej wybiorę ;)

11 grudnia 2012

Zmieniam pościel.
M-ka: A skąd ty masz taką piękną kołdrę?
Katie: Dostałam od mojej babci
M-ka: Naprawdę? No to gratuluję!

Jak dla mnie, to jakaś kpina w tym była ;)

10 grudnia 2012

9 grudnia 2012

M-ka zerwała naszyjnik z koralików misia. Dzielnie nawlekała przez dwa dni koraliki na nitkę, a było to dość trudne i męczące zajęcie. W pewnym momencie poszła do dziadka:
- Dziadku, pomożesz mi?
-  A w czym mam ci pomóc?
- Nawleczesz mi koraliki?
Dziadek nawlekł M-ce koraliki, a potem zawiązał nitkę. W tym czasie babcia gotowała obiad i nagle dobiegł ją przeraźliwi płacz M-ki. Wbiega do pokoju, patrzy a tam dziadek kompletnie zbity z tropu i M-ka cała zaryczana z naprawionym naszyjnikiem w dłoni.
Babcia: Czemu płaczesz?
M-ka: Bo ja teraz nie mam jak nawlekać!!!!

8 grudnia 2012

M-ka u babci i u dziadka:
- Wiecie, spadł śnieg i można na nim robić ślady. Wy też możecie robić ślady na śniegu ale... czy wy macie buty?

7 grudnia 2012

6 grudnia 2012

M-ka powiedziała, że chciałaby dostać od Mikołaja skoczną piłkę. A ponieważ M-ka od czasu do czasu mówi, że coś chce, po czym o tym zapomina, to ową prośbę zignorowałam.
Dzwonię dziś z pracy do M-ki:
Katie: Cześć M-ko, przyszedł do ciebie Mikołaj?
M-ka (radośnie): Tak, mamusiu!
Katie: Naprawdę, to fantastycznie!
M-ka (smutno): Ale mnie nie obudził i go nie widziałam...
Katie: A co ci Mikołaj przyniósł?
M-ka radośnie wymienia, po czym robi przerwę i smutnym głosem oznajmia: Ale nie przyniósł mi mojej skocznej piłki!

Cholera ;)

3 grudnia 2012

Babcia z dziadkiem mają gości. M-ka przysiadła się do nowo poznanych cioć. Przygląda się jednej, wskazuje na jej brzuch i mówi:
- O! Masz dzidziusia!
Nowo poznana ciocia: Widzicie, dziecko prawdę powie, a wy to mnie ciągle okłamujecie, że nie jestem gruba!

M-ka mistrzynią dyplomacji!

2 grudnia 2012

M-ka znów chora. Podaję jej lekarstwa, gdy już wszystkie połknęła, spojrzała na mnie z wyrzutem:
- Mamo, nie zadziałało!

26 listopada 2012

25 listopada 2012

24 listopada 2012

Zbliżają się moje imieniny. Tata i babcia przez przypadek wygadali się przed M-ką, że mają dla mnie prezenty. M-ka oczywiście prezenty chciała zobaczyć. Potem tata bardzo usilnie pracował nad M-ką, mówiąc jej, że imieniny mamy są za parę dni, że nie można mówić, jaki mamy prezent, bo zepsujemy mamie niespodziankę.
I M-ka, mimo iż bardzo chciała prezent dać od razu, od razu złożyć życzenia, bardzo się starała zachować wszystko w tajemnicy.
M-ka: Mamoo, a ja mam dla ciebie prezent!
Tata: Tylko nie mów mamie jaki, bo zepsujesz niespodziankę.
M-ka: Ojej... no dobrze.
I tak przez kilka dni.

Siedzimy w pokoju.
M-ka: Mamoo, a ja mam dla ciebie prezent!
Katie: Wiem kochanie.
M-ka: Dostaniesz płytę! 
Tata: M-ko! Miałaś mamie nie mówić!
M-ka: Ale nie zepsułam niespodzianki! Mama nie jest zła, mama się śmieje! 

22 listopada 2012

Dziś był bardzo ważny dzień dla M-ki: pasowanie na przedszkolaka! I pierwszy występ przed dorosłą publicznością.
Poszło śpiewająco i tańcząco.
Mama i babcia wzruszone.
Tata uśmiechnięty.
M-ka pełna dumy.

[Pomijamy ten incydent, gdy Pani Dyrektor zapytała dzieci: Czy można psuć zabawki i zabierać je do domu? a wszystkie chórem krzyknęły: Nieeeee, a M-ka radośnie: Taaaaaaaaaaak! ;)]

19 listopada 2012

M-ka: Tatoo, napisałam list do Św. Mikołaja!
Tata: A co napisałaś, że chciałabyś dostać?
M-ka: No, że chciałabym dostać prezent.
Katie(z kuchni): A jakiś konkretny prezent?
M-ka: Tak, ja bym chciała prezent jakiś taki konkretny.


18 listopada 2012

Katie: M-ko, szykuj się, idziemy do sklepu.

A M-ka często dosłownie rozumie to, co się do niej mówi, więc się wyszykowała ;)

15 listopada 2012

M-ka: Mamooo, ja chcę masiołka tatołka.
Katie: ?????????????????????????
M-ka: No chcę oglądać masiołka tatołka.

Czyli: Koziołka Matołka.
To przecież było oczywiste, a ja matołek jeden, dopiero po chwili załapałam.

14 listopada 2012

8 listopada 2012

Leżę na łóżku i czytam książkę. Kot śpi w moich nogach. M-ka się skrada:
- Mamo, ja chcę do ciebie na kolana.
- To wskakuj.
- Ale kotek mi przeszkadza...
- Kotek śpi, możesz wejść i go nie obudzisz.
- Ale kotek - mówiąc to usadawia się na kolanach - ma takie ostre pazury.
- Ma, ale drapie tylko wtedy, kiedy jest zdenerwowany, a teraz sobie śpi i nic ci nie zrobi. Poza tym kotek cię bardzo kocha i nie chce robić ci krzywdy. A ty kochasz kotka?
- Nie. Ale ty go kochasz, to już wystarczy. 

5 listopada 2012

M-ka: Ty jesteś M-ka a ja jestem mama!
Wchodzę więc w rolę i na jednym wdechu wymieniam:
- Chce gotować, chce rysować, chce pić, chce chlebek z serem, chce pić (...)
Na początku M-ka się zanosi śmiechem, ale po jakimś czasie chyba zaczyna do niej dochodzić, że ta zabawa wymknęła jej się spod kontroli. Zasłania mi ręką usta, ale ja się nie poddaję i wymieniam nadal. Bezsilna M-ka (wciąż z ręką na moich ustach) patrzy na tatę i smutnym głosem mówi:
- Nie zadziałało!

4 listopada 2012

M-ka bawi się: biega z wyimaginowaną torbą i telefonem. W pewnym momencie przykłada dłoń (telefon) do ucha. Po chwili:
 - Hmmm.... Strażak Sam nie odbiera....

2 listopada 2012

M-ka pomagała mi robić ciasto pożegnalne do pracy.
Jako pierwsze należało ulożyć warstwę z herbatników.
M-ka wyciągała herbatnik z opakowania, odgryzała kawałek po czym kładła go na blasze.

Tak, też gdzieś słyszałam o tym, że przed podaniem dania, kucharz powinien je spróbować ;)

1 listopada 2012

M-ka podchodzi do laptopa:
- Chcę grać w gotowanie na komputerze.
Katie: M-ko, przecież masz swój komputer, możesz grać na nim - mając na myśli laptopa-zabawkę.
M-ka: No tak. Ale tam nie ma gotowania.

Prawdzie należy spojrzeć w oczy: trzylatka pokonała mnie w bitwie na argumenty.

31 października 2012

Odbieram M-kę z przedszkola, a ona ciągnie mnie pod tablicę, gdzie obok imion dzieci przyczepiane są uśmiechnięte buzie.
M-kę rozpiera duma, bo jest w czołówce.

Kujon!

29 października 2012

Od wczoraj M-ka nie jest już M-ką.
Tata nie jest tatą, a mama nie jest mamą.
Od wczoraj wołamy na siebie inaczej.

M-ka jest Księżniczką Celestią:
 Tata to Spike:
 A mama to Rainbow Dash:

Nasz plan dnia też uległ zmianie: Odbieramy list i lecimy ratować świat.

28 października 2012

Katie: Zaraz odwiedzi nas ciocia K-la i wujek K-l
M-ka: I zobaczą mój śnieg?

No przecież: skoro śnieg pada w m-kowym oknie, to jest jej.

27 października 2012

I znów M-ka przypomniała matce, jak to było w odległej galaktyce zwanej dzieciństwem Katie.
Odsłonięcie okna a za nim sypie pierwszy w tym roku śnieg.
Wielki pisk i krzyk M-ki:
- Jest śnieg! Jest mój śnieg! Jest taki biały! - mówiąc to gramoli się na parapet i buzię przykleja do szyby - będzie można łapać śnieg na nos! I będą sanki! Jaki piękny śnieg! 
Gdy podchodzę do okna mówi:
- Nie patrz na mój śnieg!

No tak, bo przecież zobaczenie pierwszego w danym roku śniegu w dzieciństwie, jest chwilą intymną. Najprawdziwszą, najczystszą, z niczym nieporównywalną. Pamiętacie?

25 października 2012

Kot drapie fotel. Oburzona M-ka grożąc mu palcem, mówi:
- Niegrzeczny kotek! A my i tak wolimy pieski!

24 października 2012

M-ka wraca z tatą z przedszkola. Na klatce schodowej zatrzymuje się przy skrzynce na listy, by zobaczyć, czy coś jest w środku.
Akurat ktoś rozniósł ulotki nowego punktu przedszkolnego, na których obok śladów psich łap widnieje podobizna Reksia.
M-ka wyciąga żółtą karteczkę, przygląda się, jej oczy jak pięciozłotówki i bardzo przejęta mówi:
- Tato! Zobacz tu są ślady i piesek, widzisz? To mój list! Dostałam list! Piesek napisał do mnie list! 


Ulotka punktu przedszkolnego ląduje w pudełku z pamiątkami z dzieciństwa.
W końcu pierwszy list koniecznie trzeba zachować!

23 października 2012

M-ka na placu zabaw dorwała się do takiej pochyłej ścianki do wspinaczki, po której wchodzi się trzymając za łańcuch. Dzielnie walczyła, co chwilę jednak ze śmiechem lądowała na pupie. Jakiś chłopiec zaczął biegać wokół M-ki wołając:
- A ty nie umiesz się po tym wspinać, jesteś za mała!

M-ka spojrzała na chłopca, uniosła głowę wysoko w górę i z lekkim prychnięciem zaczęła wspinać się dalej. Znów lądowała na pupie ale się nie poddawała. Za każdym razem wdrapywała się wyżej, tym wyżej im częściej chłopiec krzyczał, że nie potrafi (oczywiście my z oddali dopingowaliśmy ją w tym samym czasie: spróbuj raz jeszcze, na pewno ci się w końcu uda, jednak podejrzewam, że chłopiec był bardziej motywujący).
Chłopiec w końcu, zapewne widząc m-kową determinację, spytał:
- Pomóc ci?
- Nie. Sama dam radę - odpowiedziała M-ka.
- Wiesz co, to ja ci dam moją strażacką drabinę - chłopiec położył niewidzialną dla dorosłych drabinę obok M-ki. A M-ka dzielnie wspinała się nadal, z drabiny nie korzystając ani przez moment.

Nagle na samym szczycie drabinek pojawiło się dwóch chłopców, a obok M-ki trzeci chłopiec zaczepił o rurę własną linę i też zaczął się wspinać tuż przy M-ce.
Normalnie (czyli w erze przed przedszkolem) M-ka poszłaby się bawić gdzieś indziej.
Ale nie tym razem.
Tym razem, M-ka sama wdrapała się na samą górę, kompletnie ignorując czterech chłopców, krzycząc:
- Udało się!!  

[prócz matczynej dumy kiełkuje we mnie obawa, że może M-ka odziedziczyła po mnie cechę p.t.: 'Coooo? Ja nie dam rady?' ;)]

22 października 2012

W odwiedziny wpadła ciocia Kolina.
M-ka: Kolina, a ty masz piżamkę?
Kolina: Mam.
M-ka: Ale masz u nas w domu?
Kolina: Nie. Mam w swoim domu.
M-ka: Aha... a ty idziesz do domu?
Kolina: No tak, za chwilę będę już iść.
M-ka (z buzią w podkówkę): To ty nie będziesz z nami mieszkać?!

19 października 2012

Babcia: Bawiłaś się dzisiaj z Alą?
M-ka: Tak.
Katie: A mówiłaś w przedszkolu z Alą wierszyk?
M-ka: Tak.
Katie: A powiesz mi wierszyk?
M-ka: Wierszyk!

(Ok, już wiem, co czują ludzie, którzy mówią do mnie: "powiedz coś", a ja odpowiadam: "coś")

18 października 2012

Wracam wieczorem z M-ką do domu.
M-ka zasnęła w samochodzie.
Nagle budzi się i pyta:
- A gdzie jest moja mama?

11 października 2012

9 października 2012

Muszę przyznać, że przedszkole ma u mnie krechę. A nawet dwie.
Pierwsza za to, że wysłałam M-kę do przedszkola w rozpinanej bluzie a wróciła w białym bolerku wyszywanym cekinami ;)
Druga za pracę plastyczną. Wchodzę pewnego dnia do przedszkola, patrzę a tam pociąg z brystolu. Każdy wagonik jest konkretnego dziecka, osobiście przez niego udekorowany, na większości z nich są zdjęcia właściciela wagonika.
Podchodzę i patrzę na "Wagonik M-ki". Myślę sobie: Fajnie, że Kubik przyniósł zdjęcie, bo ja zapomniałam. Ale po nanosekundzie nadchodzi refleksja, że co M-ka robi na plaży skoro nad morzem nigdy nie była? Patrzę,a to nie moje dziecko w wagoniku!
Skonfundowana M-ka pokazuje na rękawniki i mówi:
- Mamo, ale ja nie mam takich.

Pani przedszkolanka bardzo przeprasza, bo wie pani, one takie podobne. Ale i tak najwięcej zamieszania narobiła sama M-ka, bo gdy pani pokazała jej nie to zdjęcie i zapytała, czy jest na nim M-ka, M-ka z niezachwianą pewnością siebie opowiedziała:
- Tak!

8 października 2012

M-ka zaczyna mówić przez sen. Pełnymi zdaniami opowiada, że właśnie się rozchorowała i nie mogła pójść do przedszkola, opowiada o tym, jak dała radę z Niczym (czyli z Bobem Budowniczym).
Trwa to jakieś dwie minuty, podczas których upewniam się, że ona naprawdę śpi.
Na samym końcu swojej wypowiedzi, M-ka stwierdza, że jest za głośno i nie może spać i właśnie wtedy... się budzi.

No bo kto by to widział, żeby tak głośno i z takim entuzjazmem opowiadać o minionym dniu, kiedy dziecko śpi! ;)

6 października 2012

Z cyklu: kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz?
M-ka: Mamo, ja chcę być planetą! 

A potem pewnie pomyślała, że co się będzie rozdrabniać, bo po trzech minutach oznajmiła:
- Mamo, ja chcę być kosmosem!

4 października 2012

M-ka ma przynieść do przedszkola swoje dwa ulubione owoce.
Katie: M-ko, jakie owoce chcesz przynieść do przedszkola?
M-ka: Zupę i obiadek. 

3 października 2012

Katie: M-ko, a z kim w przedszkolu bawi się najfajniej?
M-ka: Ze mną!

Bo grunt to mieć dobre samopoczucie na swój własny temat ;)

26 września 2012

25 września 2012

M-ka: A Igor był dzisiaj smutny.
Tata: A dlaczego Igor był smutny?
M-ka: Bo tak.
Tata: Potrafisz inaczej argumentować?
M-ka: Tak.
Tata: No to dlaczego Igor był smutny?
M-ka: Bo tak.

24 września 2012

Z chęcią napisałabym o tym, jak M-ka radzi sobie w przedszkolu, jak mija jej tam dzień, co robi.
Niestety nie wiem, jak M-ka sobie radzi i co robi, ponieważ każdego dnia jej relacja ogranicza się do opowiadania, co w przedszkolu zrobił niejaki Igor. 
Ewentualnie mogę pisać o Igorze ;)

22 września 2012

Tato w swoim wolnym dniu od pracy odbiera M-kę z przedszkola i daje jej pić.
M-ka: Tato, a skąd masz picie?
Tata: Z domu.
M-ka chwilę myśli, a potem pyta podejrzliwie: Tato, to ty byłeś w domu a nie w pracy?!
Tata: yyyy... no... byłem w pracy a potem szybko pojechałem do domu po picie.
M-ka (nadal podejrzliwie): Aha.

I co jest gorsze: ściemnianie trzylatka czy tłumaczenie się przed nim? ;) 

21 września 2012

M-ka wchodzi do przedpokoju, w którym dziadek przed momentem zrywał tapetę.
- Ojej!!! Co ty tutaj narobiłeś?!

20 września 2012

M-ka wydziwia po kąpieli i nie chce się przebrać w piżamę.
Tata: Ale dlaczego ty płaczesz?
M-ka: Bo ja się nie chcę ubierać.
Tata: A dlaczego się nie chcesz ubierać?
M-ka: Bo ja się boję ubrań.

19 września 2012

Pani z przedszkola każdego dnia mnie zawstydza.
Poniedziałek: M-ka idzie do przedszkola w końskim ogonie. Wraca z dobieranym warkoczem.
Wtorek: M-ka idzie do przedszkola z dwoma kitkami. Wraca z jakąś plecionką.
Środa: M-ka idzie do przedszkola w fryzurze na cebulę. Wraca z warkoczykami.
Czwartek: M-ka idzie do przedszkola w jakiejś wariacji na temat kucyków. Wraca z koszyczkiem (i to takim, że mi szczęka opadła)
Piątek: M-ka idzie do przedszkola z włosami związanymi z boku. Wraca z dwoma dobieranymi warkoczami.

Ja wiem, że nie mam ani polotu ani zdolności do takich pięknych fryzur. 
Nie mam, bo mi przez ponad dwa lata M-ka swoich włosów dotknąć nie dała i jedyne na czym mogłam ćwiczyć i się rozwijać, to były Małe Kucyki Pony. Ale umówmy się, to nie to samo.
Pomijam już fakt, że z samego rana, to żadna z nas nie jest skora do rozbudowanych zabiegów stylistycznych. 
W efekcie babcia, która przyszła odebrać pewnego dnia M-kę, nie poznała jej.
Dlaczego?
Bo M-ka była uczesana.
 
Pomyślałam nawet, że może w ten subtelny sposób Pani z przedszkola mi sugeruje, jak powinno być uczesane dziecko. 
Podobno nie mam się czym przejmować. Kolega z pracy ma teorię, że w jego przedszkolu pani chcąc pokazać, że jego córka ma źle upięte włosy wsmarowuje jej dżem w czuprynę. A w domu dziecko też je kanapki z dżemem i we włosach nic nie ma!
Ja wiedziałam, że wybraliśmy dobre przedszkole, przynajmniej dziecko mam uczesane ;)

18 września 2012

M-ka ogląda pierwsze zdjęcia nowo narodzonych bliźniąt.
Na jednym z nich tata bliźniąt trzyma jedno z nich.
M-ka: A kto to?
Tata: To tata bliźniaków. Widzisz, jak trzyma i przytula dzidziusia?
M-ka: A ty też byłeś takim tatusiem?

15 września 2012

Tata: Idę zjeść obiad, ale bardziej wolałbym zjeść M-kę -mówiąc to zaczyna gilgotać M-kę po brzuchu.
M-ka (śmiejąc się): Nie tato, lepiej zjedz obiadek!

14 września 2012

Wieczór. Leżę z M-ką w łóżku i rozmawiamy.
Przychodzi tata i kładzie się obok nas.
Tata: Cześć dziewczyny, co robicie?
Katie: Rozmawiamy.
Tata: To porozmawiam z wami.
M-ka: Nie tato, ty nie możesz z nami rozmawiać.

No. Bo to było babskie gadanie ;)

13 września 2012

M-ka przychodzi nad ranem:
- Mamo byłam tak wysoko i się bałam!
Katie: Gdzie byłaś tak wysoko?
M-ka: Nad chmurami tak wysoko latałam!

Pierwszy sen M-ki o lataniu :)

12 września 2012

Trochę za szybko przejechałam przez próg zwalniający.
M-ka (oburzona): Mamo! Uważaj! Zniszczysz mój samochód!

11 września 2012

Poszła M-ka do przedszkola i wróciła... chora!
Tata: M-ko, lekarstwo dla ciebie.
M-ka: Nie!
Katie: Ale musisz brać lekarstwa, żeby nie być chora, bo chore dzieci nie chodzą do przedszkola.
M-ka po chwili namysłu rozdziawia buzię, by wziąć lekarstwo:
- Zjadłam. Już nie jestem chora. Idziemy do przedszkola.

____

M-ka: Tato, a co ja złapałam?
Tata: Chorobę złapałaś.
M-ka: A dlaczego?
Tata: Bo są wirusy i bakterie.
M-ka: Ahaa... - po chwili - Tato, a co ja złapałam?

____

M-ka: Czy już jestem zdrowa? Czy mogę iść do przedszkola?


9 września 2012

M-ka dostała od prababci książkę, na okładce której jest duża i mała sowa.
Katie: Popatrz M-ko, tu jest sówka
M-ka (oburzona): Nie mamo, to nie sówka! To sowa!

Aż mi się głupio zrobiło, przecież ja nie lubię skrótów!

7 września 2012

6 września 2012

Pierwszy raz odbieram M-kę z przedszkola.
Na mój widok najpierw wydaje z siebie entuzjastyczny krzyk, a zaraz potem zaczyna na mnie szczekać.
(Ja jestem przyzwyczajona, nie wiem, co na to pani).
Potem zdaje relację z całego dnia. Na moje pytanie:
- A co jeszcze fajnego robiłaś w przedszkolu?
Odpowiada:
- Myłam rączki i robiłam siusiu.

Bardzo się cieszę, w końcu atrakcyjna oferta edukacyjna to podstawa ;)

5 września 2012

Nie wiem, czy ma to związek ze zbliżającymi się meczami polskiej reprezentacji w piłkę nożną, ale M-ka chodzi po domu i śpiewa:
- Nic się nie stało, nic się nie stało...

Prorok jakiś?

4 września 2012

Po pierwszym dniu w przedszkolu M-ka:
- nie chciała wracać do domu
- twierdzi, że: "Pani jest zielona" [mam nadzieję, że nie ma na myśli pedagogicznych umiejętności ;)]
- ma większy słowotok i ADHD niż zwykle (a myślałam, że to niemożliwe)
- jest w ciągłym amoku
- co 3 minuty (dosłownie) chodzi myć ręce (bo z panią myła)
- ma podbite oko ;)

2 września 2012

Sobota wieczór.
M-ka dorwała się do worka z wyprawką i zakłada na siebie piżamę i kapcie do przedszkola.
Katie: A co? Ty już idziesz do przedszkola?
M-ka: Tak. Ale nie martw się, wrócę do ciebie mamo.

Jutro. Będę twarda.

30 sierpnia 2012

Tata musiał zabrać jeszcze kilka rzeczy z naszego starego domu. Wziął ze sobą M-kę, która od razu na widok znajomej drogi wśród pól... wpadła w histerię. Jednym wielkim krzykiem oświadczyła, że ona tutaj spać nie będzie, że nie chce tu być i natychmiast chce wracać do domu.

A ja obawiałam się, że ciężko będzie się jej zaaklimatyzować :)


28 sierpnia 2012

Ciocia (w ciąży): Tutaj w brzuchu mam dzidziusie i one zaraz wyjdą.
M-ka: W brzuszku?
Ciocia: Tak, ty też byłaś w brzuchu swojej mamy.
M-ka: Niee, nie byłam. Mama nigdy nie miała dużego brzucha. 

We wczesnym dzieciństwie córki zwykle idealizują swoje matki ;)

21 sierpnia 2012

M-ka zobaczyła swój cień:
- Mamo! Jestem czarna!
Katie: To twój cień.
M-ka: Nie! Ja jestem czarna! - mówiąc to z lekkim strachem przygląda się sobie samej.
Tata: To naprawdę jest twój cień.
M-ka: Mam cień?
Tata: Tak. Ja też mam cień.
M-ka: A mama ma cień?
Tata: Tak, mama też ma cień.

M-ka odetchnęła z ulgą. 

20 sierpnia 2012

Rozsypałam herbatę w kuchni.
Przez chwilę prowadzę wewnętrzny monolog zastanawiając się, czy sprzątnąć miotłą czy odkurzaczem.
M-ka: Z czym masz problem?

17 sierpnia 2012

15 sierpnia 2012

M-ka zrobiła swoje zdjęcia na wakacjach.
Bardzo chciała sfotografować mamę.
Pstryk:

M-ka (ze śmiechem): Nie ma mamy!
Pstryk:
 
M-ka (ze śmiechem): Nie ma mamy!
Pstryk:
M-ka (ze śmiechem): Nie ma mamy!

Za jakimś 15 razem udało się uchwycić mamy stopę ;)

4 sierpnia 2012

M-ka spędza weekend u babci.
Dzwonię, jakie jest jedno z pierwszych zdań wypowiedzianych przez M-kę?
- Mam pusty brzuszek.

Mała M-ka jeszcze nie wie, że żadna matka zostawiająca dziecko pod opieką babci nie uwierzy, w to, że dziecko nie dostało jeść :)

Wyjaśniam:
Babcia: Zjemy teraz śniadanie.
M-ka: A dlaczego?
Babcia: Bo masz pusty brzuszek.  

2 sierpnia 2012

M-ka: Mamo, chcę się bawić w palou, palou.
Katie: ????????????????????????
M-ka: No w palou, palou. Z A. i K. bawiłam się w palou, palou.
Katie: Aha...

Łapię za telefon i piszę do W.: Co to jest palou, palou?
W. odpisuje: Może Sparrow (captain Jack Sparrow), bo A. właśnie mówi Palou albo Palau.

Aha.
Ale i tak nie wiem, jak w to się bawi.
(Mam nadzieję, że nie chodzi w tej zabawie o picie rumu i malowanie sobie oczu czarną konturówką)

30 lipca 2012

M-ka: Mamo, jesteś potworem!
Katie: Yhmm - krzątam się robiąc znów kilka rzeczy jednocześnie więc nie bardzo zwracam uwagę.
M-ka (coraz poważniej): Mamo, ale ty naprawdę jesteś potworem.

Zamieram. Bo w sumie, to o co chodzi? Coś powiedziałam nie tak, czegoś zabroniłam, podniosłam głos, kiedy wcale nie było to potrzebne? Kolejna pedagogiczna porażka?

Nagle coś zaczyna mi świtać w głowie.
Podchodzę do lustra.
No tak.
Na twarzy maseczka.
I wszystko jasne ;).

29 lipca 2012

O tym, jak prababcia z babcią linię obrony matce rozwaliły, a M-ka dostała skrzydełka.

Kiedy M-ka pierwszy raz oglądnęła Toy Story, od razu chciała latać jak Buzz Astral. Potem były latające kucyki oraz Dzwoneczek.
M-ka uczyła się latać.
W obawie, aby nie przyszło jej do głowy skakanie z mebli czy z parapetu, wytłumaczyłam, że lata tylko to, co ma skrzydła, jak ptak, samolot, motyl, wróżka. M-ka do wiadomości przyjęła i zainteresowała się statkami kosmicznymi, a ja odetchnęłam z ulga

Pewnego dnia M-ka powiedziała prababci:
- Wróżka umie latać, bo ma skrzydełka. Ja nie umiem latać, bo skrzydełek nie mam.
Prababcia radośnie przyklasnęła w dłonie i rzekła:
- To ja ci skrzydełka kupię!

Jakiś czas później M-ka odwiedza prababcię, która mówi:
- Jeszcze nie mam dla Ciebie skrzydełek, pani w sklepie nie miała.
I się zaczęło.
M-ka: Chcę skrzydełka! - smutnym głosem, podniesionym głosem, z uśmiechem, z oczami jak Kot ze Shreka, jako stwierdzenie faktu.
K: Chcesz pić?
M-ka: Nie. Chcę skrzydełka.
Tłumaczymy, że skrzydełek nie ma.
M-ka: Chcę skrzydełka.
W końcu powiedziałam:
- Skrzydełka już do ciebie lecą, ale są jeszcze bardzo malutkie i czasami nie mają siły więc muszą odpoczywać, ale na pewno kiedyś do ciebie dolecą.

Trochę to M-kę uspokoiło, choć po chwili, zaczęła zaglądać przez szybę w drzwiach do drugiego pokoju.
K: Na co patrzysz M-ko?
M-ka: Widzę, jak fruną do mnie skrzydełka!
Babcia: Oj, coś czuję, że te skrzydełka jutro do ciebie przyfruną i mama je spotka wracając z pracy.
M-ka: Hurra! Jutro będą skrzydełka. 

No to mama poszła i spotkała skrzydełka...

M-ka oczywiście ma wątpliwości, czy aby dobre skrzydła dostała, bo jest wróżką, ale dalej nie umie latać. Nie przeszkadza jej to jednak w bieganiu w tym stroju cały dzień, najchętniej po wsi i informowaniu wszystkich sąsiadów, że ma skrzydełka i spaniu ze skrzydełkami. Oczywiście należało wykonać także kilka telefonów, do babci, dziadka, wujka i cioci aby poinformować o skrzydłach.
A ja sobie myślę, że nic nie zostało z mojego planu pod tytułem: nie będę chować różowej księżniczki.

27 lipca 2012

Jedną z cech, które M-ka niestety po mnie odziedziczyła, jest nagminne używanie słowa przepraszam. Oczywiście używa go wtedy, kiedy za nic przepraszać nie musi, co czasami stawia nas w dość niezręcznej sytuacji.
Chociażby w sklepie: idzie sobie M-ka, pcha przed sobą mały wózek z zakupami, gdzieś tam się zagapi i po chwili leży jak długa po środku sklepu. Tata podchodzi, podnosi, zatroskany pyta:
- Nic ci się M-ko nie stało? 
A M-ka na to:
- Wywróciłem się tato, przepraszam!
- Ale nie przepraszaj, przecież nic złego nie zrobiłaś.

I tylko ludzie dziwnie patrzą...

26 lipca 2012

Proszę Państwa, oto Stich:



Jak to mówiła, w jednej z ostatnich scen, Lilo: Stich jest mój!
Tak, ten Stich jest mój, co zupełnie nie mieści się w m-kowej głowie, zwłaszcza, że jest prezentem dla mnie na urodziny - M-ka jeszcze za bardzo nie rozumie idei urodzin, głównie tego, że są raz w roku i że wszyscy inni też je mają, z własną matką włącznie. 
Stich jest fajny:


M-ka, niestety, też uważa, że jest fajny. Powoli dopuściła do siebie myśl, że jest mój, ale robi podchody, co by go przechwycić - naprawdę myślałam, że na tym etapie, znajdziemy się co najmniej za 10 lat, kiedy zacznie mi podkradać ubrania. 

M-ka: Mamo, chcę zobaczyć Sticha.
K: Ale przecież już widziałaś.
M-ka: Mamo, ale ja chcę przytulić Sticha.
K: M-ko, ale to jest mamy Stich.
M-ka: Ale ja chcę przytulić Sticha, proszę!
K (podła, niedobra K. Takich rzeczy dziecku się nie robi): Ale ja nie wiem M-ko, gdzie jest Stich. Chyba został u cioci.
M-ka: Ojej... ale może nie został? Może masz w torbie? Mogę zobaczyć?
K (widząc, że nie ma żadnych szans): Możesz... 
Po pięciu minutach M-ka triumfalnie wchodzi do pokoju ze Stichem.
M-ka: Widzisz mamo, nie został u cioci.
K: Super.

M-ka chodzi po domu ze Stichem, nagle widzę, że go nie ma.
K: M-ko, gdzie jest Stich?
M-ka (z rozbrajającym uśmiechem) Nie ma!
K: M-ko, gdzie jest mój Stich??
M-ka (z jeszcze bardziej rozbrajającym uśmiechem): Schował się!
K: M-ko, a gdzie się schował Stich?
M-ka (teraz już ewidentnie się ze mnie nabijająca): Nie wiem, może w pokoju?  

Znalazłam. M-ka odłożyła go na miejsce.
A swoją drogą, to naprawdę dziwne czasy, że dzieci chcą się przytulać do pendrive'ów. 

25 lipca 2012

Dialogi rodzinne przyniosły zaskakujący efekt: M-ka stworzyła swoją pierwszą teorię dotyczącą płci męskiej:
- Tata, to gapa, bo jest chłopak. Kot, to gapa, bo jest chłopak.

Czyli chłopak = gapa.

24 lipca 2012

Na wycieczce M-ka złapała zająca wpadając wprost do kałuży.
Upaćkała błotem całą fioletową kurtkę w różowe koty i trochę się tym faktem zmartwiła.
K: Nie martw się M-ko, przyjedziemy i wypiorę twoje kociaki.
M-ka: Wypierzesz?
K: Tak. Wrzucę kotki do pralki.
M-ka (z ożywieniem): Kota? Do pralki?

Ojej...
Zapamiętać: nie stosować skrótów myślowych - zwłaszcza tych dotyczących kota - przy M-ce

22 lipca 2012

Dziwne.
Za każdym razem, gdy M-ka się nie słucha i zwróci się jej na to uwagę, ta w odpowiedzi zaczyna... szczekać...

21 lipca 2012

Sobota rano, M-ka śpiewa mi do ucha (czy muszę dodawać, że na melodię piosenki Ani Rusowicz ;)?):
- Mamo obudź się, mamo otwórz oczy, mamo wstań, mamo zrób mi gofry na śniadanko.

18 lipca 2012

M-ka: Co masz dla mnie?
Katie: Serce pełne miłości.

Ta odpowiedź wprowadziła lekki chaos do świata M-ki. Bo skoro mam serce, to czemu nie mogę - dosłownie - jej go dać?
Tłumaczę, że serce schowane jest pod skórą i wyciągnąć go nie można, bo dzięki niemu wszyscy biegamy, śmiejemy się, bawimy...
M-ce dalej jednak coś nie pasuje.
Przecież, jak jest coś schowane, to zawsze można to wyciągnąć. A jak coś jest zamknięte, to trzeba otworzyć drzwi.
M-ka: Musisz otworzyć sercu drzwi! | (jaka ładna metafora M-ce wyszła)
Mijają dni, kwestia serca dalej zaprząta główkę M-ki. Nagle pewnego dnia odkrywa:
- Serce nie ma drzwi i nie może wyjść! Musimy kupić drzwi!

Zastanawiam się, co mi do głowy przyszło udzielając takiej odpowiedzi na zwykłe pytanie, bo wychodzi na to, że dopóki M-ka fizycznie serca nie dostanie, to wszyscy zwariujemy. W akcie desperacji zastanawiam się, czy nie udać się do rzeźnika po pomoc dydaktyczną i cierpliwie staram się tłumaczyć o co z tym sercem chodzi. 

Z pomocą nadchodzi tata. Jednym prostym i treściwym zdaniem:
- Mieć dla kogoś serce znaczy, że się kogoś bardzo kocha, a mama kocha ciebie bardzo.

I znów świat wg M-ki stał się zrozumiały.

16 lipca 2012

Zabawa M-ki:
Chwyta za swój zabawkowy laptop i woła:
- Idę do pracy!
Wybiega z pokoju, za chwilę wraca:
- Już wróciłem! Zamknij oczy.
Staje przed nami i woła:
- Możesz otworzyć! 
Otwieramy oczy, a M-ka trzyma wyciągniętą przed siebie dłoń:
- Taadaam! Mam dla ciebie niespodziankę, możesz otworzyć.
Otwieramy, a tam...
- Robot! 

W tę zabawę bawimy się dość często. I nie, nie mówi nam nic fakt, że niespodzianka, którą przynosi nam M-ka przypadkowo jest taka sama, jak niespodzianka, którą sama chciałaby dostać ;)

13 lipca 2012

Znajomy przyjechał po nasz samochód, by zabrać go do naprawy.
M-ka widziała dość dokładnie, jak - dla niej - obcy pan, wsiada do naszego samochodu i nim odjeżdża.
Wielki płacz, autentyczny, głęboki smutek i żałosne pytania zadawane przy oknie z widokiem na miejsce, gdzie zawsze stoi samochó:
- Autko, gdzie jesteś??
I gdy auto wróciło, pobiegła do niego, przytuliła się do zderzaka i ze spokojem wyszeptała:
- Autko, wróciłeś!

11 lipca 2012

M-ka śpiewa swoją nową piosenkę, jak zwykle na melodię utworu Ani Rusowicz "Ja i Ty":
- Jestem królem! Daj mi ten świat!

Jakieś imperatorskie ciągoty?  

10 lipca 2012

M-ka w urzędzie, bardzo grzecznie siedziała u mamy na kolanach, szeptem komentując otaczającą ją rzeczywistość, podczas gdy rodzice wypełniali dokumenty.
Jedna z pań w pokoju rozmawiała przez telefon i w pewnym momencie roześmiała się radośnie.
M-ka od razu to skomentowała, nie szeptem:
- Wcale nie takie śmieszne!

7 lipca 2012

Zupełnie nie potrafię tego wyjaśnić, ale w telewizorze zaczyna się Familiada.
- Przed państwem prowadzący program Karol Strasburger.
M-ka pierwszy raz widzi ten program i reaguje z entuzjastycznym okrzykiem:
- Pan Karol!!!!

Od tej pory ma nową zabawę: staje przed telewizorem, krzyczy: Uśmiech! Przepraszam! Start! Robi rozbieg i w momencie wykonywania podskoku krzyczy: Pan Karol!!!

Bite dwie godziny...

6 lipca 2012

M-ka mistrzem argumentacji:

M-ka: A. płakała.
Tata: A czemu A. płakała?
M-ka: Bo płakała.

M-ka: Jestem smutny
Tata: Czemu jesteś smutna?
M-ka: Bo jestem smutny.

M-ka: Mamo, musisz kupić mi niespodziankę.
Katie: A dlaczego muszę?
M-ka: Bo musisz kupić mi niespodziankę.

2 lipca 2012

Jemy obiad.
M-ka patrzy na talerz i wskazuje palcem na zielone coś:
M-ka: Co to?
K: Szparagi.
M-ka: eee, nie lubim.
K: (w myślach): jasssne. Na głos (niezwykle pedagogicznie): wiesz, ja nie wiem, czy lubię, czy nie, bo jeszcze nigdy nie jadłam. Ale bardzo chcę spróbować i wtedy już będę wiedziała, czy mi smakują.
M-ka: Nie, ja nie lubim.
K: A jadłaś kiedyś szparagi?
M-ka: Tak!
K: (w myślach): jasssne. Na głos: A gdzie jadłaś szparagi?
M-ka: Z tatusiem!

Moja refleksja: albo M-ka mnie ściemnia, albo Kubik w tajemnicy przede mną gotuje szparagi!

29 czerwca 2012

M-ka: Chciałabym oglądać gwiazdy, ale nie mam teleskopu.

Zdecydowanie w porównaniu z M-ką byłam dzieckiem opóźnionym pod względem poznawczym, bo ja w wieku 3 lat nie wiedziałam, co to teleskop i do czego służy. Skąd ona wie?

28 czerwca 2012

Tata wiesza w ogródku pranie. Nagle widzi, że na dłoni usiadła mu biedronka:
- M-ko, zobacz co tutaj tacie na ręce usiadło.
M-ka podchodzi, patrzy na biedronkę, patrzy jakimś takim dziwnym wzrokiem na tatę, strzepuje biedronkę z jego dłoni i mówi:
-Tato, ale nie musisz się bać biedronki.

I tak tata stracił w oczach M-ki, bo sam bał się biedronki strącić z dłoni.

25 czerwca 2012

Spędzamy weekend u rodziców naszych znajomych.
Do ogródka wchodzi jakiś pan, wita się z K-lem
K-l: To jest moja żona, a to są nasi przyjaciele.
M-ka (radośnie): A to ja!

Bo najważniejsza jest odpowiednia autoprezentacja.

21 czerwca 2012

Irytowania taty ciąg dalszy:

Tata: Ała!
M-ka: Co się stało?
Tata: Wpadłem na drzwi.
M-ka: A czemu?
Tata: Bo jestem gapa.
M-ka (śmiejąc się): Nie jesteś gapa! Ty jesteś dziewczyna!

Pięć minut później.
M-ka: Tato, mama kukuła* ci szampon.
Tata: No właśnie i to jest szampon dla mężczyzn.
M-ka: Czemu? Przecież jesteś dziewczyną!


*kupiła

20 czerwca 2012

M-ka z uporem maniaka pyta:
- a co to kolor?
Tata z uporem maniaka mówi:
- pyta się: jaki to kolor?
M-ka z oczywistością mówi:
- czerwony!
I dziwi się, że tata tego nie wie. 

19 czerwca 2012

Katie: M-ka widziała kawałek "Małej syrenki" i bardzo jej się spodobała, może jej kupimy?
Kubik: "Mała syrenka"? To o tej rybie?
Katie: ... o jakiej rybie?! O  S Y R E N C E!
Kubik: no to przecież mówię.
Katie: Syrena: pół kobieta, pół ryba. "Gdzie jest Nemo?" było o rybie. "Mała Syrenka" jest o syrence.
Kubik: no to przecież to mam na myśli. Ryba. 

To chyba coś z cyklu: "brzoskwinia to nie kolor".
Ratunku. 

18 czerwca 2012

Czym M-ka najbardziej irytuje swojego tatę? Zwrotami - kierowanymi do obojga rodziców - typu:
- Co robicie, dziewczyny?
- Cześć dziewczyny!

Tata reaguje wtedy dość stanowczo:
- Nie jestem dziewczyną!
- Jesteś dziewczyną!
- Ja jestem chłopakiem!
- Jesteś dziewczyną!
- To jak ja jestem dziewczyną, to ty jesteś chłopakiem!
- Nie jestem chłopakiem. Jestem M-ka córka. Ty jesteś dziewczyną!
- Ja jestem tata! A tata jest... dziewczyną! - rzekł tata i wtedy dotarło do Niego, cóż właśnie powiedział.

Co ciekawe, kiedy spyta się M-ki bez obecności taty, czy tata jest dziewczyną, M-ka odpowiada:
- Nieee, tata jest chłopakiem! 

11 czerwca 2012

Wczoraj M-ka oświadczyła, że chce kupić pomarańczowy statek kupiczny* i poleci w nim w kosmos z mamą i z tatą, wysoko ponad latarnię, oglądać księżyc i gwiazdy ale zaraz potem stwierdziła, że woli oglądać kosmos w telewizji, ponieważ mogłaby wypaść ze statku kupicznego prosto do kałuży pod domem.


* kosmiczny

10 czerwca 2012

M-ka też kibic:
- przed rozpoczęciem meczu, już umyta siedzi na łóżku przed telewizorem z miseczką popcornu na kolanach i krzyczy: mama, tata piłka!!
- w trakcie meczu biega po domu kopiąc piłkę i krzycząc: goool! Wygrałem!
- potrafi powtórzyć: Jacek Gmoch.

9 czerwca 2012

Postawiłam M-kę na parapecie i pokazałam jej tęczę, a potem wyszłam z nią przed dom, aby mogła zobaczyć tęczę w całej okazałości.
- ojej! Jaka śliczna!
Potem, oczywiście M-ka zaczęła się wspinać na parapet, bo:
- Kotek chce zobaczyć tęczę!
- Kotek?
- Tak! No... ja też chcę.

Ale tęcza zniknęła.
M-ka: Nie działa tęcza!!  hmmm... i co ja teraz zrobię? Idziemy naprawić tęczę!

7 czerwca 2012

Związek kota i M-ki jest bardzo burzliwy i szybko ewoluujący.
Zapewne jest też jednym z ważniejszych związków w ich życiu - szczególnie jeśli chodzi o kota. 

Na początku ignorowali się nawzajem, potem kot był zazdrosny, potem M-ka wyrażała zainteresowanie. Potem - ku przerażeniu kota - wyrażała zainteresowanie jego karmą. Przez bardzo długi czas.
Potem kot zaczął wyrażać zainteresowanie jedzeniem M-ki, ale bardzo krótko, gdyż M-ka (w przeciwieństwie do kota) o swoje pożywienie potrafi walczyć.

Gdy M-ka zaczęła być mobilna, kot coraz częściej spędzał czas na dworze.
Bo M-ka chciała się z kotem bawić, a także świecić kotem (nie wnikałam) i zjeść kota.
Kot niekoniecznie wyrażał zainteresowanie jakąkolwiek interakcją z M-ką. 
Głownie dlatego, że zabawa wg M-ki polega na bieganiu za kotem i warczeniu na niego. Do tego z czymś w ręce.
W efekcie kot jedną z deszczowych sobót wolał przesiedzieć w ogrodzie niż z M-ką pod wspólnym dachem. 

Owszem, czasem M-ka mówi, że trzeba wrócić do domu, bo kot jest głodny.
Czasem nawet nakrywa go kocem jak śpi (oczywiście nie swoim).
Ze dwa razy w tygodniu z lekkim zawahaniem, ale jednak go pogłaszcze. 
Wychowuje go krzycząc, gdy wejdzie na stół: ze stołu już!
Robi raban, gdy kot zbliża się do garnków lub do jej zabawek: kotek to jest moje!  

A dziś powiedziała: chcę się bawić kotem!

Gdyby nie powyższe zdarzenia nawinie mogłabym się pocieszać, że chodzi jedynie o brak znajomości przez M-kę zastosowania "z" jako przyimka...

Na wszelki wypadek wypuściliśmy kota na dwór.

4 czerwca 2012

M-ka gra z dziećmi w piłkę nożną.
Według M-ki gra polega na tym, że ona jest lwem więc biega za dziećmi i na nie warczy.

2 czerwca 2012

M-ka w autobusie (tak, by kierowca usłyszał):
- no jechaj, jechaj! Szybciej, głośniej, jeszcze raz! Jaaaazdaaaaa!

26 maja 2012

Dziś przekonałam się, jak bardzo bycie matką wpływa na mój rozwój poznawczy, fizyczny, emocjonalny i intelektualny.
Wieszałam pranie w ogródku. M-ka siedziała w domu i krzyknęła do mnie:
- Zamknij drzwi mamo!
Ponieważ jestem grzeczną mamą, zamknęłam.
A po chwili M-ka zamknęła je od środka na zamek i wpadła w histerię, że chce iść do mnie.
Stoję więc pod drzwiami i mówię:
- M-ko, natychmiast otwórz drzwi
M-ka szarpie za klamkę, wyje co raz bardziej:
- Nie mogę mamo...
- Przekręć zamek!
Nic. Cisza. Wołam. Cisza. Wpadam w histerię. Nadal cisza.
Rozwijam się intelektualnie: jak mam się dostać do środka?!
Muszę jakoś wejść oknem z tyłu domu.
Ponieważ M-ka rano bawiła się przed domem, furtka zamknięta na klucz.
Czas na skok przez płot.
Płot i japonki na stopach nie współpracują - z trudem udaje mi się na niego wdrapać okazuje się także, że poprzez ostre metalowe szczeble nie jestem w stanie przedostać się na drugą stronę, no chyba, że z poharatanymi nogami.
Rozwijam się w ten sposób sposób poznawczo poprzez zdolność abstrakcyjnego myślenia i rozumowania hipotetycznego.
Przy okazji cisza w domu coraz bardziej wpływa na rozwój mojej wyobraźni i doświadczam całego wachlarza emocji.
Po krótkiej analizie postanawiam dostać się oknem od strony ogródka. W tym celu: wchodzę na krzesło, zrywam moskitierę, wsuwam rękę przez uchylone okno i przez jakieś pięć minut rozwijam się fizycznie, próbując pod takim kątem ustawić rękę, aby chwycić uchwyt drugiego okna i je otworzyć. Siłą woli udaje mi się. Potem jeszcze tylko muszę pościągać wszystkie pierdoły z parapetu, otworzyć okno, wejść na parapet, przecisnąć się na drugą stronę (bo nie wszystko udaje mi się z parapetu ściągnąć), zejść tak, by nie stanąć na rozwalającym się biurku i już!
Lecę z dusza na ramieniu do mojego, zapewne: przerażonego, brudnego, głodnego, trzymającego w ręku jakieś niebezpieczne przedmioty dziecka...
M-ka leży na łóżku pod kocem, ogląda bajkę i jest... obrażona.
Bo drzwi zamknęłam...

Dziękuję Ci M-ko, ten dzień matki na długo zostanie w mojej pamięci! 


24 maja 2012

M-ka śpiewa:
kochaaać
jaaak tyyyy
jaaaa
znam cię?
kocham mamę Katie
jaaak
kochaaać
świaaat
stronę
Grzeeeeś
Ksiiisiu
kochać
zmienić świaaat

Zastanawia mnie tylko jedno: kim jest Grześ??



_______


update: po wsłuchaniu się w linię melodyczną, stwierdzam, iż M-ka śpiewa własną wersję piosenki Ani Rusowicz

21 maja 2012

M-ka: mamo, mamo, narysowałem!
Katie: ojej, ale ładnie narysowałaś! A co narysowałaś?
M-ka: Narysowałem mamę!
Katie: aaa, a co mama na tym rysunku robi?
M-ka: Mama się uśmiecha!

Zawsze mi mówili, że mam piękny uśmiech :D

17 maja 2012

Odbieramy M-kę od babci.
Gdy tylko przekraczamy próg dobiega nas głos córki:
- Ja chcę pić olej!

Dziwne myśli, bardzo dziwne myśli chodzą nam po głowach.

15 maja 2012

Formy osobowe czasownika są dla M-ki zupełnie proste i zrozumiałe:
- Mamo, zjadłem obiad. Tata też zjadła obiad.
Konsekwentnie za każdym razem.

5 maja 2012

Gramy z tatą i M-ką w piłkę.
Fakt, o wiele częściej rzucamy piłkę do siebie niż do M-ki.
W pewnym momencie M-ka łapie piłkę, przyciska ją mocno do siebie, obraca się na pięcie i idzie w stronę ogródkowej altany ze słowami:
- Koniec zabawy! 
Trwamy w osłupieniu.

2 maja 2012

Kochana M-ko,
jutro zdmuchniesz trzy urodzinowe świeczki. W związku z tym, wraz z tatą, oczekujemy, że Twój trwający 1,5 roku bunt dwulatka się zakończy.
Następny bunt przewidujemy za dziesięć lat.
Całuję,
Mama.

1 maja 2012

Planujemy urodziny M-ki.
M-ka ma już gotowy plan. Podbiega do mnie, kieruje palec wskazujący w moją stronę i mówi:
- a ty kupisz tort, świeczki i prezenty!
No tak... jak zwykle wszystko na mojej głowie...
Pocieszające jest to, że chciałam upiec tort ale skoro dziecko pozwala mi kupić... ;)

28 kwietnia 2012

M-ka na jednym wydechu:
- chcę podlewać kwiatki, chcę chlebek z serem, chcę robić bako-bako*, chcę na spacer, chcę bebelki, chcę zielony soczek.
Katie: a możesz chcieć jedną rzecz na minutę?
M-ka: co?
Katie: czy możesz chcieć trochę mniej i nie jednocześnie?
M-ka: nie, ja dużo chcę.


*babko-babko

23 kwietnia 2012

Tata puszcza M-ce bańki mydlane.
Ale M-ka musi koniecznie pobiec po coś do drugiego pokoju.
Ale w tym pokoju fruwają bańki...
M-ka wyciąga ręce w stronę baniek i woła: bebelki, bebelki stój! bebelki, poczekaj! 

21 kwietnia 2012

20 kwietnia 2012

Wróciłam z pracy bardzo zmęczona. Położyłam się do łóżka. M-ka się kręci:
- Mamo, nie możesz spać!
- Nie śpię, odpoczywam, bo się źle czuję.
- Jesteś chora?
- Tak - odpowiadam nie chcąc się wdawać w szczegóły
M-ka dotyka ręką mojego czoła:
- Ojej! Gorąca głowa! Dam ci syrop!
Biegnie do swoich zabawek, czegoś szuka, coś przewraca. W końcu bierze swoją pluszową Hello Kitty, kładzie obok mnie na poduszce:
- Dobranoc mamo.  

18 kwietnia 2012

M-ka stwierdziła, że będzie czytać. Przyniosła cały stos książek z obrazkami, siadła w swoim bujanym fotelu i "czyta"
Dałno*, dałno temu lisek w lesie zjadł dynię. Koniec!
(po chwili) nie koniec! Jeszcze! Dałno temu jest auto, będę jechać ale motor, bo będzie ciepło. I teraz samolot, będziemy lecieć. Ptaszek. Uwaga na głowę! A żółw się uśmiecha a kaczka jest na boso. Straszny ślimak idzie stąd. Żaba skacze do wody. Ale kangur. Koniec. 

*dawno

16 kwietnia 2012

M-ka gada.
Cały czas.
Jest jak system naczyń połączonych: jak otworzy oczy, to jednocześnie otwiera usta.
I gada.
Mówi o tym, co widzi; mówi o tym, co robi. Komentuje wszystko. Do taty biegnie powiedzieć, co robi mama, mamie powie, co robi kot, a kotu streści co robi tata. A każde zdanie powtarza trzy razy.
Jak śpi, to tez gada.

I to jest ta forma rozwoju, która nie minie tylko - mam nadzieję - będzie się nasilać.
Bo ze wszystkich spraw dotyczących M-ki, których nam życzę, jedną jest ta, aby nigdy nie przestała chcieć dzielić się z nami tym, co w niej siedzi.