.

.

9 października 2012

Muszę przyznać, że przedszkole ma u mnie krechę. A nawet dwie.
Pierwsza za to, że wysłałam M-kę do przedszkola w rozpinanej bluzie a wróciła w białym bolerku wyszywanym cekinami ;)
Druga za pracę plastyczną. Wchodzę pewnego dnia do przedszkola, patrzę a tam pociąg z brystolu. Każdy wagonik jest konkretnego dziecka, osobiście przez niego udekorowany, na większości z nich są zdjęcia właściciela wagonika.
Podchodzę i patrzę na "Wagonik M-ki". Myślę sobie: Fajnie, że Kubik przyniósł zdjęcie, bo ja zapomniałam. Ale po nanosekundzie nadchodzi refleksja, że co M-ka robi na plaży skoro nad morzem nigdy nie była? Patrzę,a to nie moje dziecko w wagoniku!
Skonfundowana M-ka pokazuje na rękawniki i mówi:
- Mamo, ale ja nie mam takich.

Pani przedszkolanka bardzo przeprasza, bo wie pani, one takie podobne. Ale i tak najwięcej zamieszania narobiła sama M-ka, bo gdy pani pokazała jej nie to zdjęcie i zapytała, czy jest na nim M-ka, M-ka z niezachwianą pewnością siebie opowiedziała:
- Tak!

4 komentarze:

  1. To się nazywa parcie na szkło:))) Promować LEPSZY wizerunek i dbać o nazwisko:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co! W końcu sroce spod ogona nie wypadła ;)

      Usuń
  2. Za to bolerko z cekinami (o matko) to krecha markerem niezmywalnym! A ta druga krecha to chyba przez M-kę trochę naszkicowana. Myślę sobie, że to na zaś, gdyby kiedyś do przedszkola iść nie chciała, argumenty w ręku ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, po drugim dniu w przedszkolu M-ka myślała, że ma na imię Amelka, bo tak do niej pani w przedszkolu wołała i na swoje imię reagować przestała ;)

      Usuń