.

.

26 października 2014

Czytam M-ce Wszystkie opowieści o Misiu i Tygrysku Janoscha Panamy, a dokładniej Idziemy po skarb. Opowieść o tym, jak Miś z Tygryskiem szukali szczęścia na ziemi.

Według Misia i Tygryska największym szczęściem na ziemi byłoby bogactwo. Szukali go kopiąc doły, szukali go w lesie, szukali na ulicy, na dnie morza, gdy nie znaleźli smutni powrócili do domu. Tam spędzili dzień jak zawsze, jedząc to, co lubią najbardziej: kalafior z solą, siedli przed domem w ciepłym słońcu i słuchali śpiewu mysikrólika:

(...) Pszczoły brzęczały, a kalafior smakował znakomicie. Palce lizać... Czy można wyobrazić sobie większe szczęście? Powiedzcie sami.

M-ka: Wyobraźnia.



25 października 2014

M-ka: Wiesz, mamo, miałaś jednak dobry pomysł, żeby nie mieć telewizora.
I właśnie serce zaczęło mi rosnąć, gdy M-ka dokończyła swoją myśl:
M-ka: Bo dzięki temu mogę oglądać bajki na tablecie i na komputerze...

23 października 2014

M-ka: Tato, a dlaczego nie masz marzeń?
Tata: ??? A dlaczego myślisz, że nie mam marzeń?
M-ka: No bo nie chcesz motocykla, nie chcesz tabletu...
Tata: Czyli, jeśli nie marzę o tym, o czym ty marzysz, to nie mam marzeń?
M-ka: No tak. 

22 października 2014

Jedziemy samochodem.
M-ka: Mamoo, a czemu nie opiekujesz się nami w przedszkolu? Ja bym chciała, abyś była panią w mojej grupie.

love, love, love :)))

21 października 2014

M-ka: Czy ciocia W pracuje z tobą?
Katie: Nie, kochanie
M-ka: A gdzie pracuje ciocia?
Katie: W domu.
M-ka: A co ciocia robi?
Katie: Ciocia dba o dom, aby wszystkim było w nim dobrze, bezpiecznie. Zajmuje się A i K, sprząta, gotuje, robi zakupy. Ma bardzo dużo poważnych zadań.
M-ka chwilę myśli, po czym pyta: A dlaczego ciocia nie pójdzie do prawdziwej pracy?

I to był moment, kiedy odbyłyśmy bardzo, ale to bardzo poważną rozmowę o wadze pracy kobiet tworzących dom.

19 października 2014

M-ka powtarza plan na dzień - musimy pójść do sklepu, zatankować a potem idziemy do kina:
- Ubieramy się, idziemy do sklepu potem jedziemy do banku...
Katie: Do jakiego banku? Po co do banku?
M-ka (z miną w stylu "no hello"): No do banku, z samochodem.
Katie: Ale po co?
M-ka: No przecież chciałaś!
Katie: M-ko, a Ty wiesz, co to jest bank?
M-ka: No tak, tam się jedzie i nalewa benzynę.

Czyli: stacja benzynowa.
To zupełnie zrozumiałe, bak, bank...

PS: M-ce wypadł dziś pierwszy mleczny ząb :)

18 października 2014

Jedziemy na wycieczkę. Na stacji benzynowej postój. M-ka może wybrać sobie gazetkę. Wybiera My Little Pony. Podchodzimy do kasy. Przed nami w kolejce ustawia się mama z dziewczynką w wieku M-ki, która również ma tą samą gazetkę.
Mama dziewczynki: No chodź do kolejki.
Dziewczynka: Już, chciałam tylko powiedzieć "dzień dobry".
Mama dziewczynki (śmiejąc się): No dobrze.
Dziewczynka podchodzi do M-ki:
- Dzień dobry,
M-ka: Dzień dobry.
Dziewczynka (unosząc My Little Pony): Widzę, że wybrałaś taki sam magazyn.
M-ka: Tak. 

Dziewczynka podeszła do kasy, kupiła wraz z  duszącą się od śmiechu mamą magazyn i wyszły ze stacji
Dusząca się od śmiechu Katie podeszła z M-ką do kasy, kupiła taki sam magazyn i obie wyszły ze stacji.

15 października 2014

M-ka u dziadków dostała się do wielkiego pudła ze swoimi zabawkami. Nie zaglądała do niego zbyt często ostatnio, więc każda zabawka był jak cudem odnaleziony skarb. Zwłaszcza mała, pluszowa Hello Kitty, pierwsza którą M-ka otrzymała. M-ka wzięła ją w ręce i powiedziała:
- Mamo, popatrz! Hello Kitty!
Katie: Tak. To jest Twoja pierwsza Hello Kitty, bawiłaś się nią, gdy byłaś malutka.
M-ka: Naprawdę? Ojej! - M-ka mocno przytuliła pluszaka i poszła do dziadka - Wiesz dziadku, to jest moja Hello Kitty z dzieciństwa, moja zabawka. Ja ją uwielbiałam i już zabiorę ją ze sobą.


Tak, moment odnalezienia swojej zabawki z dzieciństwa zawsze ogromnie wzrusza.
Jak widać nawet w wieku 5 lat ;)

14 października 2014

Zbieramy się do przedszkola, M-ka chrupie wafel ryżowy. Jeden kęs i nagle:
M-ka: O o
Katie: Co M-ko?
M-ka patrzy, otwiera buzię, a tam... pierwszy, ruszający się mleczak! :D

12 października 2014

M-ka nie z tego ni z owego z wielkim oburzeniem:
- A dlaczego ty nie jesteś u mnie w przedszkolu kucharką?

[Czy to oznacza, że dobrze gotuję? ;)]

11 października 2014

Rozmawiamy o tym, z jaką bajkową postacią M-ka chciałaby mieć koszulkę. M-ka wymienia swoich ulubionych bohaterów.
M-ka: ...no ale ze Scooby-Doo to nie.
Katie: Ale dlaczego? Przecież lubisz?
M-ka: Dzieci by się ze mnie śmiały, bo w koszulkach ze Scooby-Doo tylko chłopcy mogą chodzić.

I tutaj odbyłyśmy rozmowę o tym, że nie tylko, że dziewczynki też mogą, jeśli chcą. Bo przecież są panowie, którzy chodzą w różowych koszulach i nikt się z nich nie śmieje. I tak po jakimś czasie pomyślałam, że zupełnie przypadkowo odbyłam z M-ką pierwszą rozmowę o gender ;)

10 października 2014

W naszym domu wybuchła awantura krasnoludkowa!
W imieniu najmniejszego krasnoludka w naszym mieście, takiego narysowanego na ziarnku piasku, którego widać tylko pod mikroskopem, wysłałam do M-ki kartkę pocztową z jego podobizną. W tej kartce, krasnoludek się przedstawił i ciepło przywitał z M-ką. M-ka wzięła kartkę do ręki, obróciła ją w dłoniach kilka razy, po czym rzekła:
- Mamo, masz znaleźć w pracy tego krasnoludka, zapytać go, czemu do mnie pisze, jak wrzucił kartkę do skrzynki, skoro jest na ziarenku piasku i co to jest? - tu wskazała na rysunek struktury grafenu, rzuciła pocztówkę na stół i poszła do swojego pokoju. 

No to znów zabrałam kartkę pocztową z pracy, znów napisałam w imieniu krasnoludka odpowiedzi na wszystkie pytania. I już M-ka jest spokojna. 

9 października 2014

A oto M-ka, która prawie sama ugotowała po raz pierwszy obiad. Mama pomagała tylko trochę przygotowując składniki. M-ka wszystkie wrzuciła i mieszała sama.


A gdy wzięła do ust pierwszy kęs risotto, powiedziała:
- Mhmmm, przepyszny obiad zrobiłam.

Mama potwierdza ;)

6 października 2014

Wychodzę wieczorem z łazienki. M-ka patrzy na mnie i mówi:
- Ale koszmar.
Katie: ???
M-ka: No koszmar - wskazuje palcem na moją koszulko-piżamę z zespołem KISS - Skrzydło nietoperza, to koszmar.

Uff... bo już myślałam, że ja... ;)

źródło: Internet                                                    

3 października 2014

M-kę podrapał kot, tak, że zrobiła się drobna rana. Na drugi dzień wszystko ładnie już było zagojone.
M-ka (podtykając palec pod mój nos): Patrz! Przyszyło się!

2 października 2014

M-ka wybiera się ze swoją grupą na wycieczkę do ZOO. Niestety nie cieszy się tak bardzo, jakby mogła, bo jedna informacja ją zaniepokoiła i bardzo zmartwiła. Otóż okazało się, że dzieci nie muszą brać ze sobą plecaków, a to oznacza, że nie jest dla nich przygotowany prowiant.
M-ka: Mamo! A co jeśli zgłodniejemy?!

1 października 2014

M-ka: Mamo, jak ja ci coś każę, to masz się mnie słuchać i to zrobić.
Katie: ???
M-ka: To znaczy, jak cię poproszę o coś, to może to zrobisz?