Z telewizora dobiega "Gangnam style". M-ka entuzjastycznie:
- Mamo, mamo nasza piosenka!!
I zaczyna tańczyć. TEN układ.
Ratunku.

31 stycznia 2013
29 stycznia 2013
27 stycznia 2013
Wracamy z M-ką do domu.
Ja - tradycyjnie - objuczona jak wielbłąd, w jednej ręce torebka, laptop, dwie siaty, w drugiej ręka M-ki.
Cel mam jeden: Samochód. Jak najszybciej.
M-ka co chwila się zatrzymuje, zwalnia kroku. W końcu jęczę:
- M-ko, proszę cię, chodźmy szybciej, bo mi już ręce odpadają.
M-ka marszy brew, przystaje, szarpie mnie za rękę i mówi:
- Nie mamo, nie odpada ci ręka. Całkiem dobrze się trzyma, wiesz?
Ja - tradycyjnie - objuczona jak wielbłąd, w jednej ręce torebka, laptop, dwie siaty, w drugiej ręka M-ki.
Cel mam jeden: Samochód. Jak najszybciej.
M-ka co chwila się zatrzymuje, zwalnia kroku. W końcu jęczę:
- M-ko, proszę cię, chodźmy szybciej, bo mi już ręce odpadają.
M-ka marszy brew, przystaje, szarpie mnie za rękę i mówi:
- Nie mamo, nie odpada ci ręka. Całkiem dobrze się trzyma, wiesz?
26 stycznia 2013
Mimo iż M-ka przez długi czas unikała połączenia: grzebień+matka+ozdoba do włosów moja matczyna intuicja podpowiadała mi, że nadejdzie taki dzień, kiedy moje dziecko siądzie przede mną i powie: mamo, uczesz mnie.
I się nie myliłam. Nadeszła ta piękna chwila i już byłam gotowa z rozkoszą czesać m-kowe włosy sięgające pasa w przeróżne wariacje końskich ogonów, kucyków, gdy moje dziecko oświadczyło, że mam ją czesać, tak, jak pani w przedszkolu. A pani w przedszkolu czesze tak:
Moja radość była nie do zmierzenia. Cierpliwość również.
I proszę nie łączyć plecenia koszyczka z włosów M-ki z ostatnią wizytą u fryzjera.
Czysty zbieg okoliczności.
I się nie myliłam. Nadeszła ta piękna chwila i już byłam gotowa z rozkoszą czesać m-kowe włosy sięgające pasa w przeróżne wariacje końskich ogonów, kucyków, gdy moje dziecko oświadczyło, że mam ją czesać, tak, jak pani w przedszkolu. A pani w przedszkolu czesze tak:
Moja radość była nie do zmierzenia. Cierpliwość również.
I proszę nie łączyć plecenia koszyczka z włosów M-ki z ostatnią wizytą u fryzjera.
Czysty zbieg okoliczności.
25 stycznia 2013
Dwa dni z z rzędu podczas odwożenia M-ki do przedszkola zdarzyło mi się wielokrotnie przejechać na pomarańczowym świetle. Za każdym razem sytuację komentowałam słowami:
- Pomarańczowe, przepraszam.
Trzeciego dnia M-kę odwoził tata. Zatrzymał się na czerwonym.
M-ka: Dlaczego stoimy?
Tata: Bo jest czerwone światło.
Ruszyli. Kolejne światła, znów czerwone, zatrzymują się.
Tata: Widzisz M-ko, znów stoimy na czerwonym świetle.
M-ka wzdychając: Ech, jak ja bym chciała przejechać na pomarańczowym...
- Pomarańczowe, przepraszam.
Trzeciego dnia M-kę odwoził tata. Zatrzymał się na czerwonym.
M-ka: Dlaczego stoimy?
Tata: Bo jest czerwone światło.
Ruszyli. Kolejne światła, znów czerwone, zatrzymują się.
Tata: Widzisz M-ko, znów stoimy na czerwonym świetle.
M-ka wzdychając: Ech, jak ja bym chciała przejechać na pomarańczowym...
23 stycznia 2013
M-ka bawi się z tatą: rzucając do siebie piłkę muszą powiedzieć słowo z jakiejś kategorii. I tak, zaczynają od smaków:
M-ka: Truskawkowy!
Tata: Malinowy!
(...)
Kolejna kategoria: kolory
Tata: Czarny!
M-ka: Czerwony!
(...)
M-ka: Teraz literki!
Tata: A!
M-ka podnosi piłkę i mówi: Nie tato, nie tak! - po czym podnosi piłkę, rzuca i mówi: Literki!
M-ka: Truskawkowy!
Tata: Malinowy!
(...)
Kolejna kategoria: kolory
Tata: Czarny!
M-ka: Czerwony!
(...)
M-ka: Teraz literki!
Tata: A!
M-ka podnosi piłkę i mówi: Nie tato, nie tak! - po czym podnosi piłkę, rzuca i mówi: Literki!
22 stycznia 2013
20 stycznia 2013
Zaraz oszaleję... bo M-ka - to pewne - oszalała... na punkcie moich stóp.
Jak wystają spod kołdry to do nich mówi, pokazuje im swoje rysunki, czyta książki, każe oglądać bajki, nadała im imiona: lewa stopa to Jagoda, a prawa to Jagódka, przytula się do nich i mówi: moje przyjaciółki, kocham was!
Co gorsza, każda moja chęć pójścia gdziekolwiek kończy się okrzykiem: Stopy, nie idźcie!
Ratunku!
Jak wystają spod kołdry to do nich mówi, pokazuje im swoje rysunki, czyta książki, każe oglądać bajki, nadała im imiona: lewa stopa to Jagoda, a prawa to Jagódka, przytula się do nich i mówi: moje przyjaciółki, kocham was!
Co gorsza, każda moja chęć pójścia gdziekolwiek kończy się okrzykiem: Stopy, nie idźcie!
Ratunku!
18 stycznia 2013
17 stycznia 2013
16 stycznia 2013
14 stycznia 2013
12 stycznia 2013
M-ka zamyka drzwi przed dziadkiem:
- Proszę mi nie przeszkadzać, ja tu teraz pracuję!
Dziadek: Ale ja jestem tutaj kierownikiem tego interesu!
M-ka: Nie! Ja jestem kierownikiem!
Dziadek: A ja jestem dyrektorem!
M-ka: Nie! Ja jestem dyrektorem!
Dziadek: To ja jestem prezesem!
M-ka zamilkła, bo nigdy nie słyszała wcześniej słowa "prezes", myśli i po chwili:
- Nie, ty jesteś dziadek.
- Proszę mi nie przeszkadzać, ja tu teraz pracuję!
Dziadek: Ale ja jestem tutaj kierownikiem tego interesu!
M-ka: Nie! Ja jestem kierownikiem!
Dziadek: A ja jestem dyrektorem!
M-ka: Nie! Ja jestem dyrektorem!
Dziadek: To ja jestem prezesem!
M-ka zamilkła, bo nigdy nie słyszała wcześniej słowa "prezes", myśli i po chwili:
- Nie, ty jesteś dziadek.
10 stycznia 2013
Dziadek ma taki zwyczaj, że zawsze po powrocie do domu, na stole w kuchni kładzie wszystkie drobne, jakie chowa po kieszeni kurtki i spodni. Często są to kwoty kilkudziesięciu złotych.
M-ka ma taki zwyczaj, że koło monet wyłożonych przez dziadka, kładzie swoją skarbonkę i wrzuca do niej te monety.
Do ostatniego grosza.
M-ka ma taki zwyczaj, że koło monet wyłożonych przez dziadka, kładzie swoją skarbonkę i wrzuca do niej te monety.
Do ostatniego grosza.
8 stycznia 2013
M-ka opowiada tacie o tym, co zjadła w przedszkolu, bo była bardzo głodna, bo miała pusty brzuszek i że w nim burczało.
Tata: Rety, to byłaś tak głodna, że zjadłabyś konia z kopytami!
M-ka: Kopyta??!! Nie, konia nie można jeść, bo konia by to bolało! Jedzenie konia nie jest dobre, tak nie można i...i...i... to jest tłuste!
Tata: Rety, to byłaś tak głodna, że zjadłabyś konia z kopytami!
M-ka: Kopyta??!! Nie, konia nie można jeść, bo konia by to bolało! Jedzenie konia nie jest dobre, tak nie można i...i...i... to jest tłuste!
6 stycznia 2013
3 stycznia 2013
Żadna wiadomość nie wstrząsnęła mną tak bardzo, jak ta z godz. 8:02 zamieszczona na tablicy ogłoszeń w przedszkolu:
7 stycznia 2013 roku odbędzie się bal karnawałowy. Prosimy rodziców o przygotowanie przebrań dla dzieci.
I normalnie bym się ucieszyła, że na pierwszy bal M-ki mogę wykazać się artystycznie robiąc jej pierwszy kostium, ale przy M-ce, która na pytanie: Co byś chciała dostać? odpowiada: Fontannę i ciemności, a na widok butli z gazem z zachwytem pyta: Ojej, a co to, takie piękne? zaczynam obawiać się pytania: M-ko, a za co chcesz się przebrać na bal?
7 stycznia 2013 roku odbędzie się bal karnawałowy. Prosimy rodziców o przygotowanie przebrań dla dzieci.
I normalnie bym się ucieszyła, że na pierwszy bal M-ki mogę wykazać się artystycznie robiąc jej pierwszy kostium, ale przy M-ce, która na pytanie: Co byś chciała dostać? odpowiada: Fontannę i ciemności, a na widok butli z gazem z zachwytem pyta: Ojej, a co to, takie piękne? zaczynam obawiać się pytania: M-ko, a za co chcesz się przebrać na bal?
Subskrybuj:
Posty (Atom)