Czym różnimy się od kosmitów:
M-ka: Tata ma brodę, ja mam brodę i ty masz brodę. Jesteśmy z Ziemi.

28 lutego 2013
27 lutego 2013
26 lutego 2013
24 lutego 2013
M-ka bawi się telefonem stacjonarnym u dziadków. W pewnym momencie dziadek, dla żartu, dzwoni na niego z komórki. M-ka oczywiście się trochę przestraszyła, ale po którymś tam razie odbiera.
Dziadek: To ja, telefon, dzwonię do ciebie, żeby powiedzieć, abyś nie wciskała moich guziczków.
M-ka przejęta: Kto to do mnie mówi?
Sytuacja powtarza się kilkakrotnie. Widząc, że M-ka trochę za bardzo przeżywa to, że nie wie, kto do niej dzwonił, mówię:
- To dziadek do ciebie dzwoni.
M-ka (stojąc obok dziadka, który trzyma w dłoni komórkę): Jaki dziadek?
Dziadek: Dziadek do orzechów.
M-ka: Dziadek do orzechów? To ja muszę do niego zadzwonić!
I znów zaczyna wciskać klawisze telefonu, aż przez przypadek włącza faks, co skutkuje wydrukiem raportu. Trochę się przestraszyła, dziadek wziął wydruk i czyta:
Droga M-ko, bardzo cię proszę, nie dzwoń do mnie, ponieważ idę spać. Dziadek do orzechów.
M-ka: Ojej, Dziadek do orzechów napisał do mnie list!
I się zaczęło: M-ka zaczęła drukować raporty, twierdząc, że to listy od Dziadka do orzechów, bo ona musi: mieć dużo listów!
Dziadek bardzo się z tego powodu ucieszył - będzie musiał kupić nowy papier do faksu.
Dziadek: To ja, telefon, dzwonię do ciebie, żeby powiedzieć, abyś nie wciskała moich guziczków.
M-ka przejęta: Kto to do mnie mówi?
Sytuacja powtarza się kilkakrotnie. Widząc, że M-ka trochę za bardzo przeżywa to, że nie wie, kto do niej dzwonił, mówię:
- To dziadek do ciebie dzwoni.
M-ka (stojąc obok dziadka, który trzyma w dłoni komórkę): Jaki dziadek?
Dziadek: Dziadek do orzechów.
M-ka: Dziadek do orzechów? To ja muszę do niego zadzwonić!
I znów zaczyna wciskać klawisze telefonu, aż przez przypadek włącza faks, co skutkuje wydrukiem raportu. Trochę się przestraszyła, dziadek wziął wydruk i czyta:
Droga M-ko, bardzo cię proszę, nie dzwoń do mnie, ponieważ idę spać. Dziadek do orzechów.
M-ka: Ojej, Dziadek do orzechów napisał do mnie list!
I się zaczęło: M-ka zaczęła drukować raporty, twierdząc, że to listy od Dziadka do orzechów, bo ona musi: mieć dużo listów!
Dziadek bardzo się z tego powodu ucieszył - będzie musiał kupić nowy papier do faksu.
23 lutego 2013
Do kuchni przez kratkę wentylacyjną wpada zapach palonego węgla. Ktoś w kamienicy rozpala w piecu.
M-ka wchodzi do kuchni, przystaje, unosi głowę do góry i zaczyna mocno wdychać zapach.
M-ka: Co to tak pięknie pachnie?
Katie: Węgiel. Ktoś rozpala w piecu.
M-ka: Pachnie tak pięknie, jak w naszym starym domu!
Ja czując ten zapach, cieszę się, że rozpalanie w piecu już mnie nie dotyczy.
M-ce przypomina jej pierwsze miejsce na świecie.
Pierwszy zapach dzieciństwa?
M-ka wchodzi do kuchni, przystaje, unosi głowę do góry i zaczyna mocno wdychać zapach.
M-ka: Co to tak pięknie pachnie?
Katie: Węgiel. Ktoś rozpala w piecu.
M-ka: Pachnie tak pięknie, jak w naszym starym domu!
Ja czując ten zapach, cieszę się, że rozpalanie w piecu już mnie nie dotyczy.
M-ce przypomina jej pierwsze miejsce na świecie.
Pierwszy zapach dzieciństwa?
19 lutego 2013
18 lutego 2013
16 lutego 2013
Jestem w pracy, szukam czegoś w torebce, oczywiście znaleźć nie mogę, więc wyciągam wszystko na biurko. Wszystko, więc również pałeczkę M-ki od cymbałek. Wywołuje to ogólną wesołość w biurze.
Wracam do domu, wołam M-kę:
Katie: Zobacz M-ko, co znalazłam dzisiaj w swojej torebce.
M-ka: Ojej, mój patyczek!
Katie: No, trochę się ze mnie dzisiaj w pracy śmiali, że go miałam w torebce.
M-ka ( pełna gniewu, tupiąc nogą): O nie! Jak mogli się śmiać z mojego patyczka?! A niech to!
Katie: Ale nie śmiali się z twojego patyczka, tylko ze mnie.
M-ka: Aha... no to dobrze.
Z pałeczki śmiać się nie można, ale z matki to tak ;)
Wracam do domu, wołam M-kę:
Katie: Zobacz M-ko, co znalazłam dzisiaj w swojej torebce.
M-ka: Ojej, mój patyczek!
Katie: No, trochę się ze mnie dzisiaj w pracy śmiali, że go miałam w torebce.
M-ka ( pełna gniewu, tupiąc nogą): O nie! Jak mogli się śmiać z mojego patyczka?! A niech to!
Katie: Ale nie śmiali się z twojego patyczka, tylko ze mnie.
M-ka: Aha... no to dobrze.
Z pałeczki śmiać się nie można, ale z matki to tak ;)
12 lutego 2013
11 lutego 2013
Jedziemy samochodem. Przede mną zawalidroga. 20 km/h przy ograniczeniu do 60.
Katie: No jedź żesz, do cholery!
Ponieważ zawalidroga nie przyspiesza, gdy tylko mogę, postanawiam go wyminąć. Oczywiście, jak zawsze, gdy masz do czynienia z zawalidrogami, ten również zmienia pas i wpycha się przede mnie.
Katie: No co za osioł jeden!
M-ka: Do kogo mówiłaś, mamo?
Katie: Yyy.... do tego pana, co jedzie przed nami...
M-ka: Bardzo grzecznie do pana powiedziałaś.
Moja pierwsza myśl: Daję dziecku bardzo zły przykład tego, jak powinny wyglądać relacje interpersonalne.
Moja druga myśl: Mam niezwykle empatyczne dziecko - biorąc pod uwagę to, co owy pan wyczyniał, rzeczywiście zwróciłam się do niego niezwykle grzecznie.
Katie: No jedź żesz, do cholery!
Ponieważ zawalidroga nie przyspiesza, gdy tylko mogę, postanawiam go wyminąć. Oczywiście, jak zawsze, gdy masz do czynienia z zawalidrogami, ten również zmienia pas i wpycha się przede mnie.
Katie: No co za osioł jeden!
M-ka: Do kogo mówiłaś, mamo?
Katie: Yyy.... do tego pana, co jedzie przed nami...
M-ka: Bardzo grzecznie do pana powiedziałaś.
Moja pierwsza myśl: Daję dziecku bardzo zły przykład tego, jak powinny wyglądać relacje interpersonalne.
Moja druga myśl: Mam niezwykle empatyczne dziecko - biorąc pod uwagę to, co owy pan wyczyniał, rzeczywiście zwróciłam się do niego niezwykle grzecznie.
10 lutego 2013
7 lutego 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)